piątek, 29 listopada 2013

Któżby wierzył któżby w andrzejkowe wróżby?


 
 
 
 
 
 
 
 
Kiedy byłam dzieckiem, chciałam żeby andrzejki trwały najlepiej cały rok. Najbardziej podobało mi się lanie wosku. Kiedy tylko miałam okazję zostać sama w domu, świece szły w ruch. Zabawa była super, trudniej jednak było usunąć jej efekty i wytłumaczyć mamie kolejny przypalony garnek, zalaną woskiem wannę i wszystkie klucze. Coraz trudniej było zatrzeć ślady wróżbiarskiej działalności. Sprzątanie bałaganu trwało zbyt długo, a zapas świec się kurczy w zastraszającym tempie. Poza tym moje solenne przyrzeczenie, że tak tym razem to już na pewno nie będę lać wosku, przestało na mamę działać.

Zajęłam się więc hodowaniem gałązek. Zgodnie z wróżbą należało ustawić w wodzie, w ciemnym miejscu gałązkę drzewka owocowego i jeżeli wypuściła listki do wigilii, gwarantowało to zamążpójście. I tak w każdym ciemniejszym kącie stała gałąź. Zawsze zdążyły wypuścić listki, ale co szkodziło kontynuować wróżbę przez dłuższy czas. Pewności nigdy za wiele.

Z mojej rozrabiackiej działalności pamiętam jeszcze pieczenie kasztanów w piekarniku. Nie miało to nic wspólnego z andrzejkami, ale wspominam to, jako mój kolejny sposób na zabicie nudy. Kasztany oczywiście nie były z gatunku jadalnych, tylko takie nasze zwyczajne. Zamiast jednak zamieniać się w piekarniku w smakołyk, pod wpływem temperatury wybuchały, rozsypując dookoła żółty proszek. Wierzcie mi. Usunięcie jego było żmudne i nie do końca skuteczne. No tak, ale "najlepsze kasztany to tylko na placu Pigalle", a ponieważ żadna ze mnie Zuzanna i ten proceder zakończyłam dosyć szybko.

49 komentarzy:

  1. hahahaha dobre :)))
    Krótko mówiąc bałaganić lubiłaś i rozrabiać
    Wosk tez lubiłam lać :) bo to fajna zabawa! Nawet teraz bym sobie polała....a dlaczego nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chyba sobie poleję :) a co?
      a urwisem byłam strasznym. rodzice bali się mnie samą w domu zostawiać, bo zawsze cos wymyśliłam :D

      Usuń
  2. Powiem Ci, że jedna z zabawnych andrzejkowych wróżb z liceum przyniosła mi imię mojego męża. Wtedy byłam załamana, bo znałam tylko jednego chłopaka o tym imieniu i był on wyjątkową mameją. To samo imię nosi wyjatkowy Facet. Wierzyć, wierzyć...;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jednak cos w tym jest :) ja nie pamiętam jakie były rezultaty moich wróżb, bo było ich za dużo :) ale gałązki zakwitły i to najważniejsze :D
      wyobrażam sobie Twoje załamanie :DDD

      Usuń
  3. Od wróżenia się trzymam z daleka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja dokładnie tak samo :)

      Usuń
    2. wróżyć to można tylko dla zabawy, za poważne się nie zabieram, bo to się może źle skończyć :)

      Usuń
    3. Ja tam wolę nie, nawet dla zabawy :P
      Ale akurat do lania wosku można wiele pomysłów nie-wrózbiarskich dorobić i dobrze się bawić.

      Usuń
    4. wróżby - tylko z listków akacji.... kocha-lubi-szanuje-nie chce-nie dba-żartuje :)
      rwało się i skubało, dopóki nie wyszło kocha :)

      Usuń
    5. dokładnie :0 lanie wosku jest fajne same w sobie.
      a kwiatki też skubałam w nieskończoność :) i zawsze musiało wyjść kocha :D

      Usuń
  4. ale byłaś rozrabiaka :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masakryczna :))) cos mi z tego zostało, nudno nie może być :)

      Usuń
  5. Najważniejsze, że pozostało wspomnienie kasztanów i Placu Pigalle.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o tych gałązkach w ciemnych kątach. Natychmiast muszę wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dawaj, dawaj, ale to muszą być zerwane o zmroku :))) ja za dnia wypatrzyłam sobie jakąś i po ciemku szłam zrywać :)

      Usuń
    2. Dobra, wiem, gdzie rosną!

      Usuń
    3. Nie. Rozmyśliłam się. Boję się, że wypuszczą te listki. A ja już bardzo NIE chcę wychodzić za żaden mąż.

      Usuń
  7. Tak czytam Ciebie kochana i tłumaczę sobie :
    Joanna, żadnych gałazek w wodzie, żadnego zamążpójścia...
    Pozdrawiam Andrzejkowo Polly wosk leje przez ucho klucza:)\
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz :) ale jeszcze nic straconego, leć do sadu :)))

      Usuń
  8. Lanie wosku jest o wiele lepsze niż lanie wody. Też poleję. Ale o tej gałązce nie słyszałam.

    Z moich dziecinnych psot pamiętam taką, że obie z siostrą poprzybijałyśmy ręczniki na całej powierzchni podłogi w pokoju ,,dla gości" czyli takim najpiękniejszym. Tam podłoga była drewniana, więc gwoździe dobrze wchodziły. Chciałyśmy mieć dywan dla lalek ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany :)))) dywan musiał być super, ale rodzice pewnie mniej zadowoleni :) przyznam, że mnie pobiłaś w psotach :D

      Usuń
  9. A właśnie wczoraj uzmysłowiłam sobie że nigdy w życiu swym nie byłam u żadnej wróżki, po prostu im nie wierze, bo sypią ogólnikami a gdyby tak powiedziały mi coś takiego privat i tylko mojego , uwierzyłabym.
    A jutro ma mnie taka dopaść najprawdziwniejsza :) I adrealinka skacze!

    Polly, ukłon za inwencję twórczą Twą!
    ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. życzę powodzenia z "prawdziwą" wróżką :) wróżki są po prostu dobrymi psychologami, a poza tym trochę się boję takich przepowiedni. oby Twoje były fajne :)))
      a inwencji mi nie brak :)))

      Usuń
  10. To z Ciebie był łobuziaczek :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i nadal jest :) teraz mąż ma niezły ubaw i zawsze jak wraca z pracy pyta, co tym razem wymyśliłam :)))) no czasami to nie ubaw, bo jak robię w kuchni ślizgawkę z oleju, nie jest zabawnie :)))

      Usuń
  11. No to Rodzice mieli z Tobą wesoło, no może nie zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj mieli, mieli :) zanim wyszli z domu była godzinna pogadanka, że tego i tamtego nie wolno. zgadzałam się na wszystko, po czym psociłam cos nowego :)

      Usuń
  12. Zastanawiam się czemu mnie to nie dziwi ;))))
    Wiem, takie kreatywne łobuzice są chyba najfajniejsze ::D

    Kurcze, sprawdziłabym te kasztany w piekarniku, ale mówisz, że ciężko to sprzątnąć? No, ale pokusa jest ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo Ty taka sama łobuzica :)))
      sprząta się długo, bo proszek włazi w każdą szczelinę, ale fajnie strzelają, jak takie purchawy :))))
      nie próbowałam jeszcze z żołędziami.....

      Usuń
    2. dawaj, dawaj :) do odważnych świat należy :)))

      Usuń
  13. No, to miałaś super pomysły.
    Wosk lałam parę razy, do momentu jak pobrudziłam rodzicom dywan :/ Była awanturka, że hej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uuuuuuuuuuuuuu dywan, masakra :) ja zakończyłam proceder kiedy spaliłam ostatni garnek do mleka :) kiedyś się namęczyłam przy szorowaniu muszli klozetowej, bo jakimś cudem i tam zastygł wosk :)))

      Usuń
    2. Dzwoni do Mirabelki, jakiś czas temu, dość odległy nawet, jej przyjaciółka.
      - Co robisz? - pyta Mirabelkę.
      - Oj nic - odpowiada dość nieśmiało, bo już wie co się święci.
      - Jak to nic! Tylko mi nie mów, że znów sprzątasz! - poucza pedantyczną wariatkę.
      - Oj nic! - odpowiada zgodnie z kłamstwem Mirabelka.
      - Mów! Nie ściemniaj. I tak wiem, że znów świrujesz ze szmatą - nie daje za wygraną psiapióła - To co robisz?
      - Prasuję dywan!
      Powiem Wam, że takiego śmiechu już nigdy więcej nie usłyszałam. ;)
      Ale dodam, że parafina schodziła z dywanu jak zło. ;)))

      Usuń
    3. szkoda, że nie słyszałaś mojego rechotu :)))
      niestety też prasowałam dywan i to nie z powodu andrzejków. ażurowy świecznik świetnie przepuścił resztki świecy i do prasowania miałam stolik, obrus i dywan :))

      Usuń
  14. Właśnie!!! Idę lać!!!! Mimo padu na pysk i emocjonalnego wyprucia...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja zawsze chowałam pod poduszkę karteczki z męskimi imionami ;) Ale, w sumie nic się nie sprawdziło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może spróbuj z tymi gałęziami :)))

      Usuń
  16. Lanie wosku do dziś lubię (nie mylić z laniem wody). Choć we wróżby jakoś nigdy nie wierzyłem.
    A z kasztanów to kiedyś klej robiłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie wróżenie to świetna zabawa :) i jesteś pewien, że nigdy nie lejesz wody, czyżby? :)))
      a ten klej też był wybuchowy? :)

      Usuń
  17. Ja nawet zjadłam solonego śledzia ( nienawidzę śledzi- poświęciłam się), aby zobaczyć przyszłego męża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to faktycznie szczyt poświęcenia :) ale czego się nie robi dla miłości ;D

      Usuń
    2. Dla wróżby i chęci poznania przyszłości. I wiesz,że zobaczyłam.Przyszedł w nocy i przyniósł mi kubek z wodą, bo po tym śledziu bardzo chciało mi się pić. Jedno twarz sobie zasłonił sobie tym kubkiem, ale wzrost i włosy się zgadzały. Hi, hi, hi...

      Usuń
  18. Najważniejsze ile Ci z tego rozrabiania zostało dziś???
    Dobrej niedzieli!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Może Was zdziwię, ale nigdy nie przepadałam za andrzejkami.

    OdpowiedzUsuń