niedziela, 8 listopada 2020

Uczepiona życia.

 

                                                               


                                                 Uczepiona ŻYCIA. Chodząc po wodzie.





niedziela, 11 października 2020

sobota, 3 października 2020

Od nowa..

 Witajcie. Daaawno mnie tutaj nie było. W pewnym momencie bowiem poczułam, ze formuła tego bloga się wyczerpała. Rok czasu zajęło mi szukanie nowej perspektywy. Nadal pragnę się dzielić z Wami skrawkami mojego życia i moją Największą Inspiracją. Nie powiem nic więcej. Po prostu zapraszam na: "Chodząc po wodzie". Może odnajdziecie tam coś dla siebie.




                                                                 Chodząc po wodzie



Pozdrawiam Was ciepło w ten cudowny październikowy wieczór :D





środa, 2 października 2019

Wreszcie SUKCES!!!

Od wielu lat zmagam się z moim choróbskiem i szukam jakiegoś rozwiązania. Przynajmniej po to, by zbyt wcześnie nie położyć się do łóżka i nie musieć być skazaną na całkowitą opiekę innych ludzi. Na punkcie samodzielności zawsze miałam bzika. Długo mi się udawało żyć pełną parą i decyzja o wózku wcale nie była łatwa, ale i tak myślę, że i na wózku znalazłam swój sposób na życie. Moim marzeniem jednak jest to, by znowu chodzić. Nie dreptać, nie ciągnąć nóg jedna za drugą, ale naprawdę chodzić. Stąd też moja fascynacja Flavonem, bo skoro innym się udało, to dlaczego nie mnie. I tak oto, po kilkunastomiesięcznej walce, regularnych ćwiczeniach i suplementacji postanowiłam wypróbować swoje nogi. Skoro przyszedł czas na grzyby, musiałam sprawdzić swoje siły. Przyznam, że miałam trochę pietra, czy dam radę. Nie uśmiechało mi się siedzenie na drodze i czekanie, aż cała ekipa wróci z koszami pełnymi grzybków. Efekt jednak przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. 1,6 km spaceru po mchu, oczywiście połączonego ze schylaniem lub padaniem na kolana, kiedy grzyby rosły całymi stadami.






Nie mogłam się powstrzymać od zrobienia kilku zdjęć.










Jakby ktoś chciał pojechać w moje grzybowe miejsca, to załączam mapkę :DDD









Oczywiście cały kosz nie jest tylko moim dziełem, ale cieszę się, że moje pierwsze od trzech lat grzybobranie nie zakończyło się fiaskiem, przede wszystkim kondycyjnym. Po powrocie wycałowałam wszystkie moje słoiczki i zabrałam się bez chwili oddechu za grzybiarskie przetwórstwo.



Cudowne w tym wszystkim jest to, że wcale nie odchorowałam tego maratonu. Zmęczenie owszem było, ale nie leżałam, jak dawniej plackiem przez tydzień. Oczywiście nie mogę na razie zupełnie odstawić wózka, ale jest mi lżej ze świadomością, że moje nogi są do uratowania :D





Pozdrawiam z trasy :D






wtorek, 23 lipca 2019

Gorący temat.

Obraz może zawierać: 1 osoba, kwiat



  Staram się nie myśleć o sprawach, które mnie męczą i na które nie mam wpływu, obkładam się książkami wszelakiej tematyki. Ostatnio coraz bardziej mnie fascynują tematy związane ze zdrowiem i funkcjonowaniem ludzkiego organizmu. Z zapartym tchem przeczytałam książkę pt. "Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca....tylko my ludzie" napisaną przez dr. Matthiasa Rath, lekarza i znanego na świecie naukowca. Kolejna pozycja po "Mity o cholesterolu" , która świadczy o tym, jak wiele błędów popełnia medycyna konwencjonalna w leczeniu chorób sercowo-naczyniowych. Tak naprawdę nie potrafi ich skutecznie wyleczyć, a wręcz doprowadza do poważnych powikłań zdrowotnych. Przykładem jest tu mój wujek, który "zawdzięcza" błędom w leczeniu i niewłaściwej profilaktyce, operację wszczepienia by-passów. Okazuje się jednak, że są bezpieczne i skuteczne  sposoby na zapobieganie, a nawet leczenie miażdżycy, zawałów serca, udarów, czy też nadciśnienia. Natura od wieków wie, jak sobie z tym radzić i jak....."Pokonać miażdżycę"

Zajrzyjcie, bo naprawdę warto. Może ten artykuł pomoże komuś, kto od lat zmaga się z chorobami naczyniowo-sercowymi lub chciałby zdobyć wiedzę, jak im zapobiec.






czwartek, 11 lipca 2019

Jestem niepełnosprawna = GORSZA?!!!

 

Znak, Niepełnosprawny, Inwalidztwo




   Tak właśnie się czuję. Gorsza i nabita w butelkę. Po tylu obietnicach wsparcia dla niepełnosprawnych, okazało się, że na obietnicach się skończyło. Ktoś mi powie, że to fajnie, że chociaż część z nas dostanie 500 plus. Jasne, można i tak się pocieszać. Dlaczego w przypadku dzieci nie ma kryterium dochodowego, a w przypadku niepełnosprawnych jest? Przecież wielu chorych nigdy nie podejmie żadnej pracy, a ponieważ wymagają stałej opieki osoby dorosłej, to dochody w gospodarstwie domowym są niewielkie. Poza tym koszt rehabilitacji i sprzętu medycznego jest tak wielki, że trzeba dosłownie żebrać, żeby na niego nazbierać. Ja pracowałam przez kilkanaście lat, ale moja renta na pewno nie pozwala mi na zakup niezbędnego sprzętu. Nie miałabym żalu, gdyby dotacje, chociażby do mojego wózka były wyższe, a sięgają zaledwie połowy. Niedawno musiałam przeprowadzić jego remont i od trzech miesięcy czekam na zwrot kosztów z PCPR-u. Pani w NFZ poinformowała mnie uprzejmie, że po pięciu latach użytkowania należy mi się dotacja na nowy, a w przypadku mojego najwyższego stopnia niepełnosprawności mam do tego prawo każdego roku. Pytam się tylko za co ja mam go kupić?  Nowe koła i poduszka to koszt ponad 3000 zł, a wartość całego wózka ponad 9000 zł. Myślę, że wielu nie stać na kupno samochodu o takiej wartości, przy czym samochód może być fanaberią, a wózek jest mi niezbędny.

  Przez wiele lat nie korzystałam z pomocy państwowych instytucji, bo wierzyłam, że jakoś sama dam sobie radę. Od czasów wózka wszystko się zmieniło. Dlatego tak liczyłam na to 500 plus. A na razie chyba ogłoszę w domu 100 plus do skarbonki i może za 5 lat będę miała nowy wózek.

  Myślę, że moje rozgoryczenie bierze się również stąd, że czasami miałabym ochotę wreszcie odetchnąć i przestać się zmagać. Poczuć się wystarczająco bezpiecznie i z takim poczuciem patrzeć w przyszłość. Wiem, że takie myśli kłębią się w głowach wielu niepełnosprawnych i ich rodzin. Pozostaje mi nadzieja na to, że w naszym kraju ktoś wreszcie poważnie potraktuje nasze problemy i ja jeszcze tego dożyję.