poniedziałek, 24 września 2018

Ostatnie podrygi.

Lato odeszło na dobre. Jeszcze w piątek narzekałam na upał, a już w sobotę na gwałtowne ochłodzenie. Wiatr wieje, jak potępiony i gania doniczki na balkonie. Przestałam już nawet zamiatać ziemię, bo fruwa, gdzie chce. Uznałam, że w końcu sama się pozamiata. Doniczki stulone w kącie czekają na poprawę pogody. Dobrze, że udało mi się zrobić fajny spacer po legnickim parku i uchwycić go jeszcze w letniej odsłonie. Jesienny również będzie cudowny, bo już drzewa nabierają żółtej barwy.







Oczywiście obowiązkowy punkt programu  Gaj Muz i Żabi Dołek, w którym niestety brakowało wody. Od początku lata w Legnicy deszcz padał chyba tylko cztery razy.  












Fontanny też ledwo zipały i nie każdego dnia były włączone. Trawniki i kolorowe rabaty wymagały w tym roku częstego podlewania, żeby mogły się tak okazale  prezentować.






















Jeżeli ktoś ma pomysł, żeby chłodzić się wodą z fontanny to....smacznego :(














Powalonych drzew nikt nie sprząta. Co najmniej, jak w rezerwacie :)









Myślę, że kolejny spacer będzie już w mega kolorowej jesiennej odsłonie. Muszę nałapać tych barw zanim nastąpi listopadowa szaruga.




środa, 19 września 2018

Dwa mózgi.

   Ostatnio wpadła mi w ręce bardzo ciekawa książka, która wiele mi rozjaśniła w mózgu. Postanowiłam przybliżyć Wam nieco temat w niej zawarty. Dowiecie się dlaczego nasze jelita mają tak ogromny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne i dlaczego to właśnie w nich biorą początek choroby układu nerwowego. I w końcu dlaczego są nazywane drugim mózgiem. Przyznaję, że informacje z tej książki wiele mi wyjaśniły, ale i nieco przeraziły i teraz podczas każdego posiłku brzmią mi w głowie. Przy okazji obiecałam sobie, że będę bardzo uważać na to, co jem i już nigdy nie zapomnę o właściwym wspomaganiu. U mnie Flavonki królują. A dlaczego akurat one? Do tego powoli dojdziemy w kolejnych postach :D



                                             JELITA, TWÓJ DRUGI MÓZG



  Wspominałam już o tej książce przy okazji powstawania bloga "Zdrowie w modnym stylu" i filmiku go promującego, który nagrałyśmy razem z moją trenerką. Zapraszam Was serdecznie, bo naprawdę warto :D




środa, 12 września 2018

Zanim o jesiennych....

Już się szykuję do jesiennych krajobrazów i drzew pełnych pięknych barw. Zanim jednak o tych jesiennych to chciałabym Was zachęcić do zapoznania się z prawdziwym "drzewem życia". A dlaczego jest tak nazywane? Zapraszam na Zdrowie w modnym stylu.


 Obraz może zawierać: roÅ›lina i jedzenie

wtorek, 4 września 2018

środa, 29 sierpnia 2018

Nie tylko podgrzybki.





    Sezon grzybowy zaczyna się rozkręcać coraz bardziej. Mam nadzieję, że w tym roku znajdę czas na mały wypad do lasu, bo zapas suszonych i marynowanych grzybków kurczy się zbyt szybko.

   Jeszcze do niedawna grzyby były cenione tylko za walory smakowe. Na szczęście wreszcie zauważono w nich wiele substancji odżywczych. W ich składzie można wyróżnić głównie witaminy z grupy B. Popularne u nas pieczarki mogą się pochwalić dużą zawartością białka, a borowiki i podgrzybki wit. D2. Głównym pierwiastkiem występującym w grzybach jest potas, który obniża ciśnienie krwi i chroni nasze serce. Poza tym zawierają żelazo, wapń, fosfor, jod, selen i sole magnezu. Jednym słowem coś te nasze grzybki w sobie mają, oczywiście poza cudownym zapachem i innymi zaletami, o których każdy zapalony grzybiarz dobrze wie.

  Chciałabym jednak opowiedzieć więcej o azjatyckim grzybie. A mianowicie o shitake, który ma przeogromne walory zdrowotne i coraz częściej jest doceniany przez naukowców na całym świecie. Głównie upatruje się w nim sposobu na walkę z nowotworami. Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej, zapraszam na "Zdrowie w modnym stylu" 


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Inaczej niż zwykle.


  W tym roku dużo zmian w moim życiu i to bardzo ciekawych. Wiele rzeczy dzieje się inaczej i mam nadzieję, że zamiast stać w miejscu i obserwować, zacznę pełną parą uczestniczyć w nowych wydarzeniach. Inaczej niż zwykle zachowują się
również moje kwiaty na balkonie. Tym razem bez szaleństwa, bo letnie upały za bardzo je wymęczyły. Dopiero chłodniejsze noce sprawiły, że zaczęły odżywać. Poza tym przeprowadziłam w tym roku wiele roślinnych eksperymentów, bo chciałam sprawdzić, które kwiaty będą odporne na duże nasłonecznienie i wiatr. Mój balkon jest narożny i nie osłonięty, dlatego wiatr potrafi go nieźle przemeblować.



W domu natomiast brakuje mi już miejsca na parapetach na nowe kwiaty, ale wreszcie wyhodowałam własnoręcznie storczyka. Jestem z niego wręcz prze dumna.







     

Zamiast nadmorskich wakacji, spacery wokół jeziora i zwiedzanie okolicy. Z radością podziwiam dzielnice domków, a szczególnie ogrody. Niektóre robią niesamowite wrażenie.  Już nie mogę się doczekać wiosny, bo mam nowe pomysły na aranżację tarasu.     
Bardzo lubię te spacery. Tym bardziej, że nie muszę już pokonywać schodów. Prosto z windy mogę śmignąć w siną dal. Obserwować okolicę, ale i niebo o każdej porze dnia.












 Jak już kiedyś wspominałam, zmieniłam swoją dietę. Nie tylko w celu odchudzenia oponek, ale głównie dla zdrowia. W kuchni wiecznie panoszą się świeże owoce i warzywa. Na obiad większą część talerza zajmują surówki. Coraz częściej wspólne śniadania wyglądają inaczej niż kiedyś. Nie typowo kanapkowo.






Coraz bardziej mnie fascynuje temat zdrowego odżywiania, a także wpływu jedzenia na nasz organizm. Zgłębiam ten temat, a ponieważ jest interesujący i chyba nieskończony postanowiłam założyć osobnego bloga. Będę go prowadzić razem z moją trenerką i pasjonatką, a także propagatorką zdrowej żywności. Opowiemy Wam nie tylko o jedzeniu,  treningach, ale będzie też dużo ciekawostek ze świata medycznego. Nowinek, o których jeszcze niedawno mówiono tylko po cichu. Mam nadzieję, że znajdziecie tam coś dla siebie. Będziecie mogli nas nie tylko poczytać, ale i pooglądać i posłuchać. I to jest właśnie to inne i nowe w moim życiu i mam nadzieję, że będzie się rozwijać.

Zatem zapraszam na "Zdrowie w modnym stylu" oraz na "Strefa zdrowia".



czwartek, 26 kwietnia 2018

Awantura.

Zastanawia mnie dlaczego wiele spraw w naszym kraju można załatwić tylko na drodze ostrego sporu. Kolejny raz zdesperowani rodzice dzieci niepełnoprawnych muszą w ten sposób upominać się o wsparcie. I kolejny raz słyszą, że nie można zbyt wiele zrobić, ale jednak coś tam się robi, tylko powoli. Szkoda, że tak wolno, że prawie niezauważalnie. Jestem niepełnosprawna od ponad 40 lat i wiem z czym borykają się ludzie przewlekle chorzy i uzależnieni od pomocy innych. Takich osób jak ja jest w kraju tysiące, a niewielu wie z czym się borykamy my i nasi bliscy. Niestety bardzo często pozbawieni wsparcia ze strony państwa. Kiedy wreszcie nastaną czasy, gdy rodzic nie będzie musiał rezygnować sam z siebie, by całkowicie poświęcić się choremu dziecku? Zadba o siebie i fizycznie i psychicznie. A przede wszystkim przestanie żyć w nieustannym lęku o przyszłość swojego dziecka. Wiem, jak bardzo moi rodzice musieli przeorganizować swoje życie po to by więcej czasu poświęcać mnie i mojej rehabilitacji. Szczególnie mama, która musiała zmienić charakter pracy tak, by móc mnie wspierać, kiedy tego potrzebowałam. Pamiętam to nasze malutkie mieszkanko, gdzie musiało się znaleźć miejsce na życie rodzinne i warsztat pracy mamy, która jedną ręką szyła, a drugą mieszała w garnku. I terkot maszyny do szycia, który rozbrzmiewał czasami do późna, bo trzeba było nadgonić czas, który w ciągu dnia poświęciła na moją rehabilitację lub na to, by pomóc mi wrócić ze szkoły z ciężkim plecakiem. Pamiętam, jak się wtedy buntowałam, ale po cichu byłam wdzięczna, że jest przy mnie i mi pomaga. Na szczęście moja choroba nie pokonała mnie tak szybko i pozwoliła na kilka lat  samodzielnego życia. Ale rozumiem doskonale w jakiej sytuacji są rodzice, którzy znowu krzyczą w desperacji wołając o pomoc. Tak wiem, że są krytykowani, że domagają się pieniędzy. Ale niestety w kraju, gdzie wszystko kosztuje, taka pomoc to podstawa. Zasiłek pielęgnacyjny, o którego podniesienie niepełnosprawni walczą od lat to obecnie kwota 153 zł. Niech mi ktoś teraz powie na co ja wydać? Na ile masaży, zabiegów rehabilitacyjnych, pampersów, materiałów opatrunkowych, leków, wyposażenia ortopedycznego, sprzętu rehabilitacyjnego itd. wystarczy? Ktoś powie, że są dotacje. Tak są, ale również niewystarczające. Kiedy idę do PFRON-u z prośbą o dofinansowanie turnusu rehabilitacyjnego słyszę, że nie ma wystarczających środków, a w pierwszej kolejności przyznawane są małym dzieciom. Dotacje na sprzęt rehabilitacyjny, czy wózek to zaledwie połowa ich wartości, bo lepiej dać większej liczbie potrzebujących po troszeczkę, niż prawie nikomu. Zatem tak, chodzi o pieniądze.
  Chcemy być nowoczesnym, dobrze rozwijającym się krajem. Brawo. Jestem za. Tylko uważam, że miarą społeczeństwa jest to, jak dba o najsłabszych, a nie ile wybuduje nowych muzeów, autostrad, czy postawi pomników. Dlatego uważam, że czasami taka właśnie awantura jest bardzo potrzebna. Może nie tylko po to, by uzyskać potrzebne pieniądze, ale by wyjść wreszcie z ukrycia. By zwrócić na siebie uwagę i przestać się wiecznie dawać spychać do kąta. Bo co? Bo lepiej nas niepełnosprawnych nie zauważać, bo psujemy piękny obrazek? Słyszę też, że niepełnosprawnych nie widać na ulicach. To fakt. Bardzo rzadko widuję wózkowicza w sklepie, czy na spacerze w parku. Z jednej strony wstyd, a  drugiej bariery architektoniczne, których wciąż jest pełno. Niekiedy przejazd po chodniku to niezła telepawka dla wózka i przeskakiwanie mini krawężników na przejściach dla pieszych. Czasami mam ochotę tego, kto projektuje nowe domy, czy nawet ulice posadzić na wózku. Może dopiero wtedy zrozumiałby na czym polega problem. Czasami po prostu trzeba się znaleźć w skórze innego człowieka, żeby go zrozumieć, ale nie życzę nikomu, by znalazł się kiedyś w skórze osoby niepełnosprawnej lub jej opiekuna.











wtorek, 10 kwietnia 2018

Prośba.

Ogromnie wszystkim dziękuję za wsparcie, jakie mi okazujecie. Wszelkiego rodzaju. Wasza obecność tutaj daje mi dużo radości i satysfakcji, a każde dobre słowo jest bardzo motywujące. Jestem również wdzięczna za to, że pamiętacie o mnie przy rocznym rozliczeniu PIT. Każda złotówka, jaka wpływa na moje konto jest ważna i pomaga mi w lepszym funkcjonowaniu. Nieustanna rehabilitacja, doraźne zabiegi wzmacniające i zmniejszające ból, sprzęt, który pomaga mi łatwiej funkcjonować, przeróżne preparaty wspomagające, to niestety wszystko kosztuje. Dlatego bardzo proszę, jeżeli ktoś z Was jeszcze nie rozliczył PIT-u, o przekazanie 1% na moje konto w fundacji AVALON.

KRS: 0000270809 , z dopiskiem cel szczegółowy MAŁACHOWSKA, 4519

lub darowizny nr konta 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001


Zawsze będę wdzięczna, że pomogliście mi dozbierać brakującą kwotę na wózek. Dzisiaj już wiem, że bez niego nie byłabym w stanie funkcjonować i ominęłoby mnie wiele. Niestety stał się koniecznością, ale dzięki niemu nie jestem zamknięta w czterech ścianach. Może jeszcze uda mi się zwiedzić kawałek świata, ale muszę nieco doposażyć swoje cztery kółka, w piąte, które pozwoli mi na łatwiejsze pokonywanie nierówności, nawet zwyczajnych krawężników. Niestety takie jedno kółko kosztuje więcej niż komplet opon do auta :D

Mam nadzieję, że niedługo pochwalę się "moją" wiosną. Balkon powoli zaczyna ożywać, a ja dzięki niemu. Życzę Wam kochani dużo radości i słońca w te piękne wiosenne dni :D

piątek, 30 marca 2018

Wesołych Świąt.

 
 



            ŻYCZĘ WAM WSZYSTKIM SPOKOJNYCH, RADOSNYCH I POGODNYCH ŚWIĄT
 
ORAZ WIELE MIŁYCH CHWIL SPĘDZONYCH W RODZINNYM GRONIE.



poniedziałek, 19 lutego 2018

Fit jak....fitonia.

Staram się znowu być fit, chociaż ostatnio w moim domu najbardziej fit była fitonia, która w towarzystwie cyklamenów zamieszkała na parapecie, gdzie jeszcze tak niedawno stały bożonarodzeniowe ozdoby.











Z każdym dniem przybywa słońca, a na moich parapetach kwiatów. Przywołuję wiosnę, jak tylko mogę. I tak w słojach, miejsce świerkowych gałązek zastąpił mini las.










Niedośpianowi spodobało się mieszkanie w słoju i nawet zaczyna wypuszczać malutkie białe kwiatki.



W misie zamiast bombek, kapryśny kroton, który jak się okazało wcale nie jest taki trudny w hodowli. Może mu się spodobało towarzystwo.












Najbardziej cieszą mnie prymulki i hiacynt, który wreszcie przestał mnie uczulać zapachem. Mogę sobie zatem pozwolić na wszelkie pachnące kwiaty.






 
 
 
I oczywiście kolejny, długo wyczekiwany amarylis Lady Jane. Powinien zakwitnąć jeszcze jeden, ale na razie wypuścił tylko długaśne liście i ani myśli o kwiatach. Może w kolejnym sezonie.
 
 






Cały czas staram się dbać o dietę i w święta raczej skubałam, ale potraw do skubania było tak dużo, że tu i ówdzie wyrosły mi mini oponki. Tym bardziej, że trudno było się oprzeć domowym pączkom i oponkom z tłustego czwartku.







Teraz znowu idzie w ruch blender i różnokolorowe koktajle. Najbardziej przeszczęśliwa jestem z tego, że wreszcie po wielu latach uporczywego uczulenia znowu mogę jeść surowe warzywa i owoce. Marchewka, a nawet jabłka już mnie nie chcą udusić i nie mam przykrego swędzenia dłoni przy obieraniu selera i pietruszki.






 

A to wszystko za sprawą słoiczków Flavon, które w naszym domu robią coraz większą furorę.




Na królika doświadczalnego pierwsza zostałam nominowana oczywiście ja. W końcu nie powiedziałam ostatniego słowa, jeżeli chodzi o wyganianie mojego choróbska. Jest chyba jeszcze kilka metod, których nie wypróbowałam. Próbowanie Flavoników wychodzi mi tylko na dobre. Coraz więcej zmian na lepsze, a dzięki temu więcej motywacji i siły do ćwiczeń. Znowu mam ochotę na gimnastykę. Efekty mam chyba lepsze od tych, które osiągnęłam w czasie ostatniego pobytu w sanatorium. Może dlatego motywacja coraz większa. I gdyby nie to, że....kurcze jednak się męczę ;D, ćwiczyłabym bez przerwy, a w między czasie podjadała Flavonik. Ponieważ energia mnie rozpiera, siły i pomysłów na codzienność coraz więcej, nie mam nawet kiedy usiąść przy blogach. Ale powoli nadrobię zaległości. Chociaż już niedługo trzeba będzie sadzić kwiaty na tarasie, mimo, że niektóre nie dały za wygraną i dzielnie przetrwały nawet śnieg i ostatnie dziesięciostopniowe nocne mrozy. Wierzcie lub nie, ale moje goździki nadal kwitną. Chociaż ich nie karmię Flavonem :D.





Żeby dopełnić całości hoduję również kiełki, a na kuchennym parapecie znalazło się  miejsce na zioła. Kolejnym razem pokażę, jak pięknie wykiełkowała pietruszka, bazylia i koperek oraz oczywiście szczypiorek.