środa, 20 listopada 2013

Dzyndzelek

Ostatni naleśnik schodzi z taśmy. Najwyższy czas zabrać się do produkcji nadzienia. Wyciągam, więc podstawowy składnik z lodówki i rozpoczynam procedurę otwierania. Ścieżka dostępu, jest! I mały dzyndzelek z tajemnym kodem „tu otwierać”. Ciągnę, więc za dzyndzelek do góry, w prawo, w lewo, już mi się kierunki kończą, a tu nic. Gdyby w takim tempie otwierał się spadochron, sama bym się zamieniła w naleśnik. Nie poddaję się, mimo, że mgła coraz bardziej przesłania mi pole widzenia. Dziwne. W kuchni mgła, za oknem przejrzystość. Mgła nabiera barwy i coraz intensywniejszego zapachu. Jak smog nad metropolią. No tak! Ostatni naleśnik nie przetrwał próby ognia i ląduje w śmietniku. Tego już za wiele! Chwytam nóż i szybkim, precyzyjnym ruchem wykonuję chirurgiczne nacięcie korpusu. Niczym nieskrępowany twarożek oddycha pełna piersią i wyłazi na stół. Ja zresztą też.

Uwielbiam wręcz te niedziałające dzyndzelki. Najgorzej, kiedy raz na rok chwyci mnie ochota na coś słodkiego.  Tylko natychmiastowe pożarcie czekoladki albo batonika może mnie uspokoić. Niestety większość jest tak szczelnie zapakowana i owinięta kilometrami taśm klejących, sreberek i folijek, że zanim się dobiorę to mi język ucieka do odwłoka. Nie na wszystkie, bowiem działa rozszarpywanie zębami na strzępy.

Zastanawia mnie, czy producenci też otwierają opakowania, za pomocą tych swoich sprytnych dzyndzelków, które są mikroskopijne i wymagają mega zdolności manualnych, sokolego wzroku i ogromnej cierpliwości. I czy któryś z nich przez kilka tygodni wymiatał spod mebli resztki herbaty, która eksplodowała na całą kuchnię po uruchomieniu kodu „tu otwierać”.

52 komentarze:

  1. :))))
    Czasem może to i dobrze że słodycz się nie otwiera :))) bywa że się poddaję i nie jem :)
    Ale nieudane próby znalezienia tajnego paseczka który otwiera folię w jaką jest zapakowana płyta, doprowadzają mnie do szału. Wracam z takiego Empiku, chcę natychmiast posłuchać tego co zakupiłam i co? masakra!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak!! jak to człowieka uczy cierpliwości i pokory :)) z niewysłuchania muzy to raczej nie można umrzeć, no ewentualnie pokąsać kogoś ze złości. ale taki cukierek albo szyneczka....:)

      Usuń
  2. Najciekawsze, że hamulce i uchwyty bezpieczeństwa często działają tak, jak ten Twój dzyndzelek.
    No chyba, że był to użycie nieuzasadnione i stąd opór materii:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślisz, że celowo się bronił przed konsumpcjom :)
      w związku z Twoim ostrzeżeniem już nigdy nie skoczę ze spadochronu :)

      Usuń
  3. Jeżeli mi zadziała dzyndzelek za pierwszym razem, to od razu biorę nóż do ręki i otwieram, żeby się zbędnie nie denerwować. Gorzej jak się takie magiczne zamykania np. cukierków, nie da otworzyć, a pod ręką nie ma nic do pomocy, bo jest się w podróży :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też najczęściej mam pod ręką nożyczki albo nóż. ciekawe na co komu te nowoczesne zabezpieczenia-pseudo ułatwienia :)

      Usuń
    2. Zagadka rozwiązana u mnie, oczywiście dobrze !

      Usuń
    3. cieszę się i czekam na kolejne :))

      Usuń
  4. datego od dawna nie używam dzyndzelka na opakowaniu, kupiłam nożyczki kuchenne i tnę, tnę i już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. albo rozrywam zębami :)))

      Usuń
    2. :) kiedyś otwierałam zębami czekoladkę. spłaszczyła mi się zanim się do niej dobrałam :)))

      Usuń
  5. dzyndzelki zostające w ręce.... to mi się najczęściej przytrafia...
    ale generalnie rzecz biorąc, to raczej sobie z nimi radzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie najbardziej wkurza, kiedy nie mogę rozwarstwić dwóch folii. tylko lupa pomaga :))

      Usuń
  6. Różnie bywa. CZasem jest ok. Czasem nie. Najbardziej przykre jest, kiedy nie umiem znaleźć dzyndzelka.... Od wymiatania herbaty gorsze jest sprzątanie rozlanego oleju :P
    Nauczyłam sie trzymać w łątwo dostępnym miejscu nożyczki zwane kuchennymi (od "przynależenia" do tego pomieszczenia). I nawet moja mama doceniał, że dobrze jest trzymać nożyczki pod ręką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. olej to jest po prostu masakra!!!! zawsze kiedy go otwieram trochę mi chlupnie. gorzej, że butelka jest śliska i korek nie trzyma. więc, jak się wyślizgnie z ręki to nawet ściany do malowania. dlatego zakupiłam specjalna butelkę do oleju z wygodną rączką :)

      Usuń
  7. łącze się z Tobą w boleści .Razu pewnego w upalny dzień znalazłam puszkę z piwem .I w mordeczkę karalucha bohater Twej opowieści tez się wykręcił od służebności .Co ja się nameczyłam, co ja się naotwierałam i tak i siak i od góry i od dołu , już z boku chciałam dziurę zrobić i przyszedł mi na pomoc Docent.sprawnie otworzył scyzorykiemi caluchne piwo na niego wyleciało .( chyba za bardzo kręciłam puszką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale miałaś potem zlizywania :)))) szczęśliwy Docent :))

      Usuń
  8. Oj, Polly, ale się uśmiałam :)))
    Taka nijaka czynność i taki nijaki dzyndzelek, a tyle emocji. I ten język uciekający... hi, hi.
    Fakt, też mi się zdarzyło otwierać puszkę ananasów nożyczkami. I nie lubię też pudełek z herbatą, które trzeba wykręcić jakoś z folii... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fantastyczne też są puszki z konserwą rybną :) czasami jak ciągnę za dzyndzelek to niechcący naciskam na wieczko i cały olej albo sos pomidorowy wyłazi na puszkę :))

      Usuń
  9. Naleśniki, to ja tylko z dżemem, te przynajmniej mają zakrętki nie dzyndzelki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie dlatego osobiście też wolę z dżemem :) niestety inni nie podzielają moich upodobań :)

      Usuń
    2. U mnie w domu najlilej jest widziana opcja Z cukrem ;]. To i odkręcać nie trzeba...

      Usuń
    3. i bezpiecznie nad zlewem otworzyć, co by potem nie chrzęściło pod nogami, bo i takie wypadki znam :))) tiaaaaaaaa tylko komu się chce biegać nad zlew ;D

      Usuń
  10. Najgorsze a dzyndzelki w kartonach z mlekiem. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczególnie kiedy się urywają w połowie :) dlatego wolę zakręcane w butelce. przy okazji widać czy jest dalej świeże

      Usuń
    2. Od jakiegoś czasu kupuję od krowy. Mleko, nie dzyndzelki :)

      Usuń
    3. tudzież dzyndzelek od krowy jest łatwiejszy w obsłudze :)))

      Usuń
  11. Jest dzyndzelek, jest zabawa! ;))
    A tak sobie pomyślałam że do tych słodyczy to może i dobrze, bo ciągnie mnie a ja muszę wystrzegać się, wiec nim otworzę, może się zniechęcę skutecznie?
    Ale ze tak z twarożkiem, zgroza. Twarożek mieszam z dżemem do naleśników, pychotka! :)

    Polly, ale kuchnia ocalała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takiej mieszanki jeszcze nie próbowałam :) czasami też rezygnuję z czekoladki, bo jak mam się męczyć...
      kuchnia ocalała. to na szczęście nie pierwsza mgła jaka ja opanowała. historia mojego gotowania jest dłuuuuga i bywa bolesna dla sprzętu kuchennego :)))))

      Usuń
  12. Mgłę naleśnikową niestety też już zaliczyłam :) szczególnie dotyczy ona już ostatnich naleśników, kiedy sakramencko nie chce mi się już stać przy patelniach i 'tylko na chwilunie" odwracam wzrok a wtedy zawsze dochodzi do zwęglenia naleśnika :/
    a niedziałające dzyndzelki najbardziej bolą mnie w metalowych puszkach np. z kukurydzą albo z fasolą. Zawsze mam wtedy wielki problem jak tą puszkę otworzyć :/
    Całuję :********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najczęściej używam widelca do podważenia dzyndzelka albo idę na skróty i otwieram z drugiej strony, bo mam mega otwieracz :))
      a stanie przy patelni też mnie wnerwia, najchętniej smażyłabym na trzech :)
      buziaki :)

      Usuń
  13. Taak! Te w mleku są straszne. Ale ja mam zawsze przeboje z puszkami. 9/10 razy bowiem zawsze urwę ten blaszany dzyndzelek, a otwieracz mi się połamał jakiś czas temu (czy muszę dodawać, że do sklepu mam nie po drodze?). Zostaje wiec tylko móż, a w tym wypadku, to... Oj, moje uszy.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś prawie obcięłam palca otwierając puszkę z sardynkami, wtedy nie było żadnych dzndzelków. tylko sama nie wiem co lepsze, czy kiedy ich brak, czy też kiedy są, ale całkiem bezużyteczne i przy okazji wkurzają ;DD

      Usuń
  14. Kochana te "dzyndzelki " to chwyt na głód im dłużej gryziesz dzyndzla, tym bardziej jesteś głodna i na jednym batoniku się nie skończy...
    Pozdrawiam i wolno rozdzieraj, "Nie jesteś sobą" :)
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba masz rację, bo nieczynny dzyndzelek doprowadza do szału i koniecznie trzeba go zagryźć czymś słodkim :) i tak się koło zamyka :D

      Usuń
  15. Dzyndzelek dzyndzelkiem, ale nie odwrócisz mojej uwagi od tych naleśników, z farszem czy bez...ślinotok mi się włączył!!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i nawet granatowa mgła o zapachu spalenizny nie jest w stanie Cię odstraszyć :)) to zapraszam na obiadek :)

      Usuń
    2. No co ty? Każdą spaleniznę da się zeskrobać, wiem bo tak czynię czasem ;)))

      Usuń
    3. widzę, że mam konkurencje w kwestii przypalonych garnków i nie tylko :))

      Usuń
  16. mam wrażenie, że dzisiaj wszystkie moje naleśniki wyglądałyby, jak ten ostatni...
    a do dzyndzelków trzeba mieć anielską cierpliwość :)
    jak jej nie mam, to wtedy są... nożyczki kuchenne! (ale to chyba mało oryginalne ;P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie i mało oryginalne, ale jakie praktyczne :)) nie grozi potem sprzątanie całej kuchni :D

      Usuń
  17. Jakiś czas temu urwałam dzyndzelek z puszki kukurydzy. Za chiny ludowe nie mogłam otworzyć jej otwieraczem, nóż złamałam, kukurydzy nawet nie powąchałam. Tylko mokra kałuża została na podłodze. A słodycze to zawsze otwieram w oka mgnieniu :)
    Ściskam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo niektóre puszki są tak sprytnie skonstruowane, że nic na nie nie działa :) ten złamany nóż wywołał najgorsze wizje. dobrze, że nic sobie nie zrobiłaś :)
      pozdrawiam łasuchu :DDD

      Usuń
  18. Ja się już nie bawię. Mam w kuchni nożyczki i wszystkie opakowania otwieram nimi. Nie stać mnie na ataki furii, życie ma się jedno. Dzisiaj były naleśniki z serem. Opakowanie serka, mimo dzyndzelka, przecięłam nozyczkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też coraz częściej używam nożyczek, bo szkoda czasu i energii :) przestaję sobie udowadniać, że taki dzyndzelek to małe miki :)))

      Usuń
  19. Mnie najbardziej irytują nie działające dzyndzelki od puszek z konserwami. Dlaczego? Bo nie potrafię ich nigdy po ludzku otworzyć za pomocą otwieracza. Robię jakąś makabreskę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami puszki są bardzo sprytne i żaden otwieracz im nie daje rady :)

      Usuń
  20. Nie cierpie dzyndzelkow!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń