Dolny Śląsk bocznymi dróżkami.

wtorek, 2 lipca 2013

Szczęśliwy numerek



Czasami mi się wydaje, że posiadam szczęśliwy numerek. Nie w totolotku, ale numerek mieszkania. Nie jest to najpopularniejsza 7-ka, ani też paradoksalnie dla niektórych 13-ka, ani też najbliższa wszystkim 1-ka, tylko 4-ka. Zwyczajna i niczym niewyróżniająca się 4-ka. Okazuje się jednak, że swym urokiem przyciąga wszystkich. Są bowiem takie dni, że właściwie mogłabym nie odchodzić od słuchawki domofonu, a było by to na pewno mniej męczące niż człapanie po mieszkaniu tam i z powrotem. Kiedyś myślałam nawet żeby na stałe zainstalować sobie w przedpokoju fotel, żebym miała wygodę w oczekiwaniu na kolejnego zagubionego.



Największy ruch panował, kiedy sąsiedzi spod 1-ki mieli zepsuty domofon i ich goście z przyzwyczajenia dzwonili guzik wyżej, czyli do nas. Wreszcie, po kilku naszych interwencjach przestali dzwonić, natomiast o różnych porach dnia i czasem nocy słychać było głośne stukanie w ich okno. Trwało to  kilka miesięcy, aż zdecydowali się wreszcie naprawić usterkę.




Nie przeszkadzało mi to tak bardzo, kiedy pół dnia nie było mnie w domu. Teraz natomiast okazuje się, że stałam się etatowym odźwiernym.  Listonosz zawsze dzwoni do mnie. Nigdy jednak nie chce mu się wejść na górę, żeby zostawić polecony. Najwygodniej jest mu wrzucić awizo do skrzynki z adnotacją, że nie zastał nikogo w domu. Czyżby takie przewrotne podziękowanie za to, że wpuszczam go do bramy? Natomiast kurierzy bardzo chętnie wchodzą na górę i proszą o odebranie paczki dla sąsiadki, która jest akwizytorem kosmetyków. Czemu nie? Na tym i ja mogę skorzystać.

Najbardziej mnie irytują wczesno poranne wizyty. Krążę sobie po mieszkaniu, w piżamie i pół rozczochraniu, szykuję kawkę, a tu dzwonek do drzwi. Z pominięciem domofonu, a to coś nowego. Nieśmiało człapię w stronę przedpokoju, w nadziei, że to może pomyłka, kiedy rozlega się kolejny dzwonek i natarczywe pukanie do drzwi. To sprzątaczka żąda otworzenia i wypożyczenia klucza od piwnicy, bo jej się drzwi zatrzasnęły, a tam ma cały swój sprzęt. Oświadczam, że w obecnej chwili nie jestem w stroju wyjściowym i musi zaczekać, aż się trochę ogarnę. Na szczęście, zanim to uczyniłam, sąsiad wybawił mnie z kłopotu i wypożyczył klucz piwniczny.

Domokrążcy wszelkich odmian wybierają natomiast godziny przed południowe. Kiedy zabieram się za gimnastykę, w stroju oczywiście odpowiednim i bardzo luźnym. Leżę na macie z ciężarkami zaczepionymi na kostkach. Dzwonek do drzwi. Myślę sobie, że zanim się uwolnię z obciążników i doczłapię do drzwi, ten ktoś się znudzi i odejdzie. Dzwoni jednak natarczywie. Postanawiam więc udać się pod drzwi. Patrzę przez wizjer na młodego, przystojnego mężczyznę. Oczekuje ode mnie otworzenia drzwi, bo ma mi coś interesującego do zaoferowania. Brzmi intrygująco, ale jestem niezłomna i wypytuję nadal. On mi nie powie dopóki nie otworzę. No, to nie otworzę, jak się nie dowiem! Otóż ma dla mnie propozycję zmniejszenia rachunków za telefon stacjonarny i pyta, jakie wysokie opłacam w tej chwili. Nie opłacam wcale, bo nie posiadam stacjonarnego, dlatego dziękuję i do widzenia.

Nie zawsze udaje mi się spokojnie powrócić do ćwiczeń albo do gotowania obiadu. Kolejny dzwonek i ktoś chce mi sprzedać za symboliczną złotówkę krzyżówki. Zebrane pieniądze mają być przekazane dla kogoś na leczenie. Z całym szacunkiem, ale nie. Od tego są odpowiednie fundacje i kiedy zasilę ich konto, mam pewność, że przekazane pieniądze trafią we właściwe ręce.

W błogiej ciszy i wielkim skupieniu gotuję obiad. Ręce upaprane do łokci. Do drzwi dobijają się dwie starsze panie. Z ostrożności nie otwieram. Panie jednak bardzo chcą ze mną porozmawiać o końcu świata i zatroskane pytają, czy jestem na to przygotowana. Oświadczam, że jestem zawsze i wszędzie i jakoś przeżyję kolejny  koniec. Dziękuję za rozmowę i wracam do gotowania.



Dopiero mąż wyszedł do pracy. Postanawiam dospać godzinkę w ciszy i spokoju. Odzywa się domofon. Leżę i czekam. Nie spodziewam się o tej porze nikogo. Dzwonek się powtarza. Postanawiam jednak sprawdzić, kto to, ale ponieważ nie nabrałam jeszcze rozpędu po nocy, zanim dochodzę do słuchawki po drugiej stronie zapada cisza. Wracam do łóżka. W połowie drogi rozlega się dzwonek. Potrójny i bardzo natarczywy.
 Podnoszę słuchawkę i pytam :
- Kto tam?
- To ja - słyszę w odpowiedzi obcy głos
- Ale kto ja? - cisza - halo, kto ? - cisza
Zrezygnowana i lekko wkurzona wracam do sypialni. Cieplutka kołderka i miękka poduszeczka może mnie ukoją. Dzwonek do domofonu. Tym razem wyglądam przez okno, nie zważając na poranny brak fryzury. Pytam delikwenta, do kogo chce się dostać, bo na pewno nie do mnie. Stwierdza, że faktycznie zadzwonił przez pomyłkę i to nic nie szkodzi, że trzy razy. Chciał pod 5-kę, ale jakoś mu nie wyszło. Teraz, kiedy słyszę w słuchawce - to ja - wpuszczam bez oporów. Wiem bowiem, że to wina nie delikwenta do 5-ki, ale przestawionych kabelków w domofonie. Mam tylko nadzieję, że awaria nie potrwa długo.

Siedzenie w domu nie jest wcale takie nudne. Czuję się bardzo potrzebna tym wszystkim ludziom. Tylko szkoda, że dzwonią często w najmniej odpowiednich momentach i brakuje im cierpliwości, żeby poczekać aż doczłapię do drzwi. Chyba muszę przy moim szczęśliwym numerku zamieścić napis: chodzę powoli, proszę czekać cierpliwie albo nie dzwonić bez uzasadnionej potrzeby.




37 komentarzy:

  1. Nie wiem czy dalabym rade zyc w takich warunkach tydzien, naprawde chyba bym wreszcie kogos zabila. A dlaczego listonosz czy inny domokrazca nie ma tzw. master key (klucz uniwersalny to chyba mozna nazwac) ktory otwiera wszystkie zamki?
    Tak jest tutaj i nawet jak wiele lat temu mieszkalam w bloku z domofonem, to nikt nie zawracal mi doopy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, bo to Polska jest! To piękny kraj :)))))

      Usuń
  2. Polly, ja mieszkam pod siódemką :)
    i też wszyscy do mnie dzwonią, bo wiedzą, że prawie zawsze jestem w domu....
    a Panie od końca świata raz uprzejmie poprosiłam, żeby więcej do mnie nie pukały i posłusznie dostosowały się do moich próśb :)
    co do popłochu na pukanie do drzwi, to już kiedyś pisałam, a mianowicie cyt: "Na dźwięk dzwonka u drzwi cichaczem czmycham pod swą miotłę. No bo jak tu otworzyć drzwi i pokazać się obcemu ludziowi w takim stanie??? Poszło by w świat, żem wymięta i nieświeża :)"
    buziak*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba tez będę czmychać pod miotłę :))) ostatnio trenuje asertywność i nie podchodzę, jak jestem zajęta. moi bliscy zazwyczaj umawiają się telefonicznie albo stosują szyfr dzwonkowy :) poza tym mój dom, moje królestwo i jak nie chce, nie otwieram, bo nie muszę wyłazić wymięta ;))))

      Usuń
    2. a poza tym taki nasz los, siedzących w domu. mamy duuuuuuuzo czasu, żeby latać do drzwi :))))))))

      Usuń
    3. Mnie dzwiek dzwonka nie rusza, absolutnie i w ogole. Jesli wiem, ze ja nikogo nie oczekuje, to mozna dzwonic do usmiechnietej smierci a mnie nawet powieka nie drgnie. Jestem odporna i zupelny ZEN.

      Usuń
    4. Star, też się tego uczę. Nie muszę być na każde zawołanie, a rodzinka umawia się wcześniej. Chociaż po nauczce z płonący sąsiadem, obawiam się, że dzwonek to zapowiedz czegoś groźnego.

      Usuń
    5. Star, a co jeśli to sam Daniel Craig pukałby w drzwi Twoje??? Ja tam wolem otwierać, żeby go nie przegapić ::))))

      Usuń
    6. Mamma to ja już zgupłam do cna. otwierać, czy nie, no bo jak faktycznie Danielek.......to do końca swych dni bym se nie przebaczyła :)))

      Usuń
    7. Polly, choćbyś semby wybić miała...:)

      Usuń
    8. taaaaa! i czołgac po przedpokoju do drzwiów!! na czworaka, ale dojdę ! no :))

      Usuń
    9. tylko nie chcem ciem martfić, ale taka przeczołgana i bes sembów możesz siem Danielkowi nie spodobać ::DD

      Usuń
    10. buuuuuu, ale se na niego z bliska pogapię i może da siem dotknąć chociaz palcem u nogi :)

      Usuń
    11. no jesli ciem to zadowoli.... :)

      Usuń
  3. Trzeba mieć cierpliwość anielską. Nie wiem, czy dałabym radę być tak życzliwa i usłużna... Szacunek wielki :)))

    A jeszcze jeden "gatunek" dzwoniących kiedyś świetnie opisała Autorka "bez_biadolenia":
    http://bezbiadolenia.blogspot.com/2013/02/guchy-inaczej.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a owszem mam cierpliwość, ale.....do wyczerpania zapasów :)) rozumiem niektórych, że zarabiają jako akwizytorzy, taka praca, ale nie znoszę niegrzecznych natrętów :))

      Usuń
  4. 'Zgupła' bym normalnie bym 'zgupła' i zaczęła rzucac kamieniami z okna;)

    Ty to masz życie - powinni Ci za to płacić, lokaj spod czwórki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słyszałam, że ziemniaki są równie skuteczne :)) i zawsze pod ręką :)) może faktycznie wystawię kapelusz przed drzwiami :))

      Usuń
  5. Powinnaś pobierać opłaty za wykonywaną praće. Ustawić jakiś dotykowy terminal przy domofonie i otwierac dopiero po zapłacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem właśnie w trakcie realizacji prototypu ;))))

      Usuń
  6. Dużo cierpliwości trzeba czasem w życiu....

    U nas się trochę uspokoiło. Co prawda mam inny numerek, ale nie przepadam za niepotrzebnym bieganiem do drzwi.
    Akwizytorów od telefonów nie znoszę, bo zaczynanie rozmów od pytania o rachunki wydaje mi się wyjątkowo niegrzeczne.

    Stardust ma rację - listonosz powinien znać kod uniwersalny, którym otwiera się wszystkie drzwi wejściowe na osiedlu, podobnie jak sprzątaczka czy dozorczyni. U nas nie ma z tym problemu.

    Panie/panowie od końca świata też grzecznie poproszeni nie zawracają niepotrzebnie głowy.

    Odbieram natomiast paczki dla sąsiadów jeśli trzeba, bo i oni odbierają dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię biegać do drzwi, a szczególnie kiedy jestem na drugim końcu, czyli w kuchni albo na balkonie. Najgorzej, kiedy doczołgam się do drzwi, a tam już nikogo nie ma, bo to nie był nikt do mnie, tylko taki nękający ogólnie wszystkich :)

      Usuń
  7. Oj - znam ten ból, bo mieszkam pod 2 i często jestem w domu. Wpuszczam jednak tylko listonosza, bo wiem, o której mniej-więcej się pojawia i tak charakterystycznie dzwoni. Resztę ignoruję - nie bez irytacji zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama ma jeszcze gorzej, bo mieszka pod 1 i zazwyczaj jest w domu. Sprzątaczka tylko od niej zbiera podpisy zatwierdzające posprzątanie klatki, a jak jej nie ma w domu, to nie idzie do nikogo :)

      Usuń
  8. Polly - nie znoszę takich pomyłek, chyba że akurat jestem w dobrym stanie, czyt. nie przepracowana. Jak mnie tak ktoś odrywa od pracy, raczej powinien sobie szybko pójść :).
    Mieszkając w bloku miałam często takie historie, ale z uwagi na bezpieczeństwo, nie otwierałam.

    p.s. Z tytułu myślałam, że może w totka wygrałaś :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chciała bym, chciała wygrać :)) Staram się tez nie otwierać drzwi do klatki obcym, a już na pewno drzwi do mieszkania. Rozmowy prowadzę przy zamkniętych. Trudno niech się spowiadają na schodach :)))

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Dzięki, jak to eNNka napisała, że trzeba mieć anielska cierpliwość, ale i jej czasami nie wystarcza :)))) chętnie pomagam, ale w granicach rozsądku :))

      Usuń
  10. bardzo mnie irytowały takie domofonowe niespodzianki .I z czasem wcale się nie uodparniałam , wręcz przeciwnie - moja agresja rosła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja agresja najbardziej rośnie w stosunku do ewidentnych naciągaczy albo agresywnych akwizytorów, którzy nie rozumieją słowa "nie".

      Usuń
  11. Szczerze olewam, jak nikogo się nie spodziewam. Jeżeli olewam niesłusznie po chwili jest telefon 'jesteś w domu?'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja za bardzo przejmująca jestem :)) ale tez staram się nie reagować za każdym razem, a bliscy dzwonią przed wizytą :)

      Usuń
  12. Czwórka też jest moim numerkiem! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Do mnie też dzwonią. Najczęściej kurierzy i listonosz. Obsługuję dwa, w porywach do trzech, mieszkania. Resztę spławiam. Szczególnie jajka wiejskie i panie od końca świata. A także super oferty. Czasem takie wizyty są budujące. Mając 29 lat otworzyłam drzwi, Kudłata pałętała mi się pod nogami, a pani mnie pyta czy jest ktoś dorosły w domu. To powiedziałam, że nie, rodziców nie ma i zamknęłam drzwi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)

      Usuń