Dolny Śląsk bocznymi dróżkami.

wtorek, 16 lipca 2013

Przytłumiona




Nasza ostatnia wyprawa była znakomita i bardzo owocna. Owoce zebrane w postaci cudnych przeżyć, niezapomnianych klimatów i obrazów oraz w postaci usterki auta, która ujawniła się dnia następnego.
W poniedziałek postanowiłam odwiedzić rodziców. Odpaliłam więc furę i zasuwam bocznymi uliczkami, żeby ominąć korki na głównych skrzyżowaniach. Tradycyjnie, bowiem, jak w każde wakacje, legniccy drogowcy naprawiają największe skrzyżowanie, dziwnym trafem od 3 lat wciąż to samo. Śmigam, więc dzielnie i wreszcie pokonuje ostatnie światła. Ruszam z impetem, bo upał mnie umęczył i słyszę straszny warkot. Gość z samochodu za mną chyba ma sportowy tłumik? Warkot narasta i narasta i coś zaczyna dzwonić. Auto za mną dawno skręciło, żadnego traktora w pobliżu…No tak! Pewnie to ja zgubiłam tłumik. Straciłam impet razem z dobrym humorem i powoli dowlekłam się pod dom rodziców. Zerkam ostrożnie pod auto, ale na szczęście tłumik wisi na miejscu. Wytrzęsło go biedaka na karkonoskich drogach, kiedy bocznymi, dziurawymi ścieżkami próbowaliśmy ominąć rajd samochodowy i dostać się do Szklarskiej Poręby Górnej i pewnie ujawniła się jakaś dziura w rurze wydechowej.  

 Po południu zajeżdżamy do zaprzyjaźnionego warsztatu i zaczyna się tzw. polka. Tłumik środkowy ma dziurę na dziurze i trzyma się na ostatnim włosku. Szukamy w kilku katalogach, żeby go zamówić, ale o dziwo nie możemy go namierzyć. Mechanik proponuje, że zamówi w hurtowni, taki, żeby pasował do mojego modelu. Na drugi dzień dzwoni i oświadcza, że zamówiony nie pasuje i nie potrafi nam pomóc, dlatego prosi o zabranie auta i podpowiada poszukiwanie na allegro. Robimy dokładne zdjęcia tłumika i zaczynają się poszukiwania zakrojone na ogromną skalę. Problem polega na tym, że auto mam typowe, ale tłumik nie, ponieważ do tego modelu jednocześnie montowano dwa rodzaje tłumików i mi przypadł w udziale ten "exclusiv". Jego niezwykłość polega na tym, że wąsy i dziurę ma nie tam gdzie powinien. Nikt jednak nie potrafi nam pomóc. We wszystkich sklepach specjalizujących się w japończykach, rozkładają ręce ze zdziwienia. Niektórzy sprzedawcy nawet wpadają w nerwy, kiedy staramy się wytłumaczyć, że mój tłumik, tzn. mojego auta, ma dziurę i wąsy w innym miejscu, niż sugerują wszystkie katalogi. Widać nawet producenci nie wiedzą, że popełniają błąd. W ten oto sposób obraziliśmy większość handlowców, wykazując im brak wiedzy, a najbardziej elastyczności. Są chyba zbyt zadufani w sobie i swój tzw. profesjonalizm, żeby uwierzyć laikowi.

Przekopuję więc internet. Odkrywam, że tylko dwóch producentów robi mój tłumik. Robi, a raczej tylko ma na zdjęciu w katalogu. Dzwonię więc po pomoc do salonu Toyoty.  Pan od części zamiennych zaprasza mnie serdecznie do warsztatu i zapewnia, że z chęcią mi pomogą i za odpowiednią opłatą wymienią, co trzeba. Kiedy wartość części, bez robocizny sięga sumy ok.2000 zł, blednę i żegnam się pospiesznie. Droga poszukiwań prowadzi mnie na drugi koniec Polski. W jednej z hurtowni chwalą się, że sprzedają tłumiki mojego producenta. Sprzedawca okazuje się być profesjonalistą. Od razu oświadcza, że ten model tłumika nie jest dostępny, bo był produkowany w bardzo krótkiej serii. Owszem można go sprowadzić zza siedmiu mórz, ale będzie to kwota, która zaważyłaby na moim domowym budżecie, na co najmniej kilka lat. Podpowiada, że z takimi nietypówkami najlepiej udać się do profesjonalnego, tłumikowego warsztatu. Tam potrafią działać cuda i dopasować mi tłumik nawet z odrzutowca.

Tłumikowych warsztatów u nas masa! Z terkoczącym i dzwoniącym podwoziem objeżdżamy aż cztery. Jeden zlikwidowany, dwa czynne do godzin bardzo wczesnopopołudniowych, czyli niedostępne dla ludzi pracujących. Ostatni, na drugim końcu miasta. Wpadamy w ostatniej chwili i przepraszamy, że zawracamy głowę przed końcem pracy. Miękną serca mechaników i wskakują pod auto. Po wstępnych oględzinach oświadczają, że to łatwizna i bez wielkich kosztów ( 50 zł) połatają, co trzeba, a auto będzie gotowe na drugi dzień.

Cztery dni zajęły nam poszukiwania. Wszyscy profesjonalni handlowcy zawiedli, bo zabrakło im pokory i autentycznej chęci pomocy. Kolejny raz przekonałam się, że internet to siła i, że jak człowiek sam nie posiedzi kilka godzin i nie zdobędzie wiedzy, to nikt mu nie pomoże. Teraz już wiem, że moja Toyotka jest wyjątkowa, ale upierdliwa w tej wyjątkowości.

   

20 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam...wszyscy producenci mnie olewają...nie mogę załatwić jednej prostej sprawy. Ale to jest właśnie kryzys w tym kraju. Nikt nie chce zarobić. Mało bo mało, ale zawsze. Tylko po co? Lepiej narzekać na kryzys...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i broń Boże się nie przemęczać. mam wrażenie, że to ostatnio taka moda na luzactwo i olewatorstwo, mało kto wykazuje się zaangażowaniem. po prostu, jakoś to będzie!!! i już

      Usuń
  2. ło matko!!! Zmęczyłam się tylko czytając! wyobrażam więc sobie wasze uczucie ulgi kiedy dobrnęliście wreszcie do szczęśliwego końca :))) Życzę aby ta wyjątkowa Tototka okazała się również wyjątkowo żywotna i aby fundowała Wam jak najmniej takich atrakcji :) Buziole wielkie :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. autko jest super, ale jak nam płata figle, to na maksa :)) na szczęście rzadko :))

      Usuń
  3. Po prostu dobija mnie, gdy coś się psuje i nie można tego naprawić! A już najbardziej wściekam się, gdy psuje się auto. Dobrze, że udało ci się w końcu naprawić ale 4 dni to jakaś paranoja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też najbardziej się wściekam, kiedy mam zepsute auto, totalne uziemienie. wkurza mnie, że nie można w takich sytuacjach zdać się na fachowca i mieć temat z głowy, a nie angażować całą swoją energię i czas. okazuje się, że w tym przypadku 4 dni to i tak krótko. jakbym się zdecydowała na zamawianie tłumika, to dopiero by trwało :)

      Usuń
  4. Wiesz, to kolejny sygnał życiowy, że chyba nie warto zaczynać poszukiwań "od góry" tylko "od dołu" :)
    Jedno, co cieszy, to fakt, że znajdują się jeszcze tacy pełni pasji mechanicy, którym nawet nie przeszkadza, że już po godzinach, robią robotę i do tego cenią się uczciwie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, a paradoksem jest to, że mechanicy, którzy to naprawili prowadzą też duży sklep z tłumikami i to do nich jako pierwszych zadzwoniłam szukając części. niestety najpierw mnie zbyli, bo nie mieli takiego modelu. potem jednak wymyśliłam, że jednak go posklejamy i tak oto zatoczyłam koło :))

      Usuń
  5. No... i to jest powód, dlaczego nie przepadam za "japońcami". Autka niby fajne, ale jak przychodzi do naprawy, to klękajcie narody :)
    Oraz mnie tłumik odpadł w warsztacie - ledwo dojechałam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. toyoty sobie cenie, że jednak rzadko się psują, poza tym można znaleźć tanie zamienniki oryginalnych części, pod warunkiem, że są typowe ;))))))))))

      Usuń
  6. Moja czerwona rakieta też zaczyna pierdzieć;((
    Zakonczenie wlało otuchę w me skołatane serce;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musiałam się namęczyć, żeby dojść do prostego wniosku, że po co wymieniać na nowe drogie, można pospawać i to całkiem fachowo. poza tym zapewnili mnie, że jak nastąpi kolejna dziura, to dopasują mi tłumik z innego auta i po krzyku. także teraz jestem spokojna, ale będę nasłuchiwać ewentualnych pierdów :))

      Usuń
  7. słuchaj Polly - my musimy wymienić przednią szybę i Pan od szyb powiedział nam, że jakbyśmy chcieli do Ferrari to owszem, od ręki, ale do Astry trójki to sorry, nie ma tak letko... i tak już czekamy drugi tydzień!

    OdpowiedzUsuń
  8. po prostu zajefajnie :))) niby wszystko jest dostępne, ale najczęściej w katalogu, bo jak przychodzi co do czego to.... szkoda słów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przechodzilismy kiedyś problemy z tłumikiem daleko od domu i zakończenie było podobne - 40 zł za pospawanie, ale nerwy po drodze... tego wspóczuję bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorzej mieć problem z autem na wyjeździe, chociaż teraz jest więcej warsztatów niż kiedyś, ale zamiast wczasów, można sobie zafundować wizyte u mechanika :)

      Usuń
  10. Dlatego wolę prostą Pandę, hi, hi, hi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przez 9 lat jeździłam seicento i naprawy były mniej skomplikowane, chociaż oryginalny nowy tłumik wytrzymał 1 rok i po prostu odleciał na srodku drogi. zamiennik miał o dziwo żywotność 7 lat :)

      Usuń
  11. Nie wiem juz, co gorsze: wybuch standartowego tlumika, czy dziurka w unikatowym :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba ta dziurka, bo teraz takiego szukaj wiatru w polu :))

      Usuń