Dolny Śląsk bocznymi dróżkami.

środa, 5 czerwca 2013

Pogoda na dziś, słońce czy powódź?

 Wczoraj blogowa społeczność narzekała na pogodę, że ciągle pada i pada i niektórzy już powoli zaczynają się rozmiękać, tudzież wymiękać. Nie dziwię się. Najbardziej chyba jednak rozmiękają wały przeciwpowodziowe.  Co roku powtarza się ta sama sytuacja, rząd odwiedza zalane tereny, biadoli, współczuje, obiecuje i....odjeżdża w spokoju i poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.

 Ludzie są skazani na własne siły i możliwości i z niepokojem obserwują stan wody. Ja również z obawą obserwuję wzbierającą Kaczawę i słucham wiadomości. Kiedy i czy znowu spadnie deszcz i co zrobią Czesi? Czy znowu, tak jak w 1997 roku doleją nam wody ze swoich przepełnionych zbiorników? Moi rodzice mieszkają niestety w pobliżu rzeki. W 97' nie było aż tak dramatycznie, jak w 1977, kiedy to połowa miasta znalazła się pod wodą i do naszego domu można było dostać się tylko amfibią albo pontonem. Obfite opady deszczu spowodowały, że stan rzeki w ciągu godziny z 50 cm podniósł się do 8 metrów. Ogłoszono wówczas w Legnicy stan klęski żywiołowej. 950 budynków z 30 tys. mieszkańców zostało  zalanych. W 97' ludzie kolejny raz stanęli w gotowości aby ratować miasto. Dla nich właśnie na brzegu rzeki ustawiono pomnik, jako podziękowanie za heroiczna walkę w wielką wodą.



 Jak zwykle w takich sytuacjach najbardziej walczą sami mieszkańcy. Powodem zalania nadrzecznych osiedli są  zaśmiecone i zbyt płytkie rowy melioracyjne. W 97' mieszkańcy, pod osłoną nocy, sami przekopywali rowy aby nadmiar wody odprowadzić w stronę kolejnych domów i ogródków działkowych. Kolejni zalani zaczęli protestować i żądać zasypania rowów. Przyjechała policja, radio i telewizja. Ściągnięto nawet spycharkę i wywrotkę z piaskiem. Wówczas zdesperowany obrońca swojego mienia wskoczył do wody, która sięgała mu aż do ramion i zaczął grozić, że jeżeli chcą zasypywać to razem z nim. Autora zamieszania na siłę wyciągnięto z wody, osuszono, a rowy zasypano. Dopiero, kiedy woda opadła udrożniono rowy i wstawiono betonowe przepusty, żeby nie dochodziło do takich sytuacji. Dziwi mnie najbardziej fakt, że władze pozwalają na zabudowę terenów zalewowych. Od kilku lat przy samej rzece powstaje nowe osiedle. Nie wiem na co liczą mieszkańcy, że mimo iż mieszkają tuż za wałem przeciwpowodziowym to woda im nigdy nie zagrozi? Oby nie, ale nie chciałabym żyć w takiej obawie. Jeszcze nie wybudowane, a już trzeba remontować.

Na razie cieszmy się słońcem, którego nie ma za oknem, ale jest u mnie. Kto chce się ogrzać i oświecić to zapraszam. Bez biletów. Na razie MEGA PROMOCJA. Można w bikini, toples lub w japonkach.





15 komentarzy:

  1. No, no, no! Proszę mnie tu nie szkalować, bo ja też jestem blogowa społeczność, a na żaden deszcz nie narzekam, upałów nie znoszę, a słońce mi szkodzi! Tak, jak jest teraz, to dla mnie ideał. Oczywiście, nie musi lać, bo wygodniej jest iść po suchym, ale... kocham wodę :)
    Wiem, że post nie jest o osobistych preferencjach blogerów, a o rzeczach dużo poważniejszych. W ostatniej megapowodzi ucierpiała moja przyjaciółka, która mieszka w Sandomierzu. Nigdy wcześniej woda nie dotarła do ich domu, ale tym razem zatopione zostało 100 km kwadratowych i popłynęli z wszystkim... Odtąd ich życie dzieli się na dwie epoki: "przed powodzią" i "po powodzi". Strachu nie pozbędę się już chyba nigdy...

    OdpowiedzUsuń
  2. P. S. Fajne to Twoje słońce, bo wygląda optymistycznie, a nie grzeje i do tego to w zamyśle falujące powietrze kojarzy mi się raczej z falująca wodą. Czyli same pozytywy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Takie słońce co breakdance tańczy :)

      Usuń
  3. Polly, my pierwszy raz jak jechaliśmy do Lwówka, a było to zaraz zaraz... w 2010 roku, trafiliśmy na prawie powódź... naszym gospodarzom woda podeszła pod sam dom, na szczęście do domu się nie wdarła i mogliśmy spokojnie pobyć tam 10 dni!
    I od tej pory jeździmy tam regularnie, 14 czerwca jedziemy po raz ...ósmy??
    pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tych rejonach prawie każdego roku są mniejsze lub większe powodzie. Małe strumyczki tak strasznie wylewają. Najgorzej w 1997 ucierpiało chyba Kłodzko. Byliśmy tam (przy okazji zwiedzania twierdzy, polecam) kilka lat temu i na niektórych budynkach dalej były ślady zniszczeń. Po tej powodzi Polanica Zdrój zyskała nowy wygląd deptaka. Może w lipcu wdepniesz na Lato Agatowe? Pa

      Usuń
    2. Polly, Kotlinę kłodzką też liznęliśmy :) - Błędne Skały, Szczeliniec, Kłodzko, Międzygórze, Czarna Góra....
      cudnie tam jest!!!
      Co do Karkonoszy to myślę, że możesz mi coś napisać na maila, jeśli masz ochotę :)

      Usuń
    3. Lipiec niestety odpada, będziemy w sierpniu

      Usuń
    4. Bardzo chętnie. Myślę, że tak będzie najszybciej :)))

      Usuń
  4. Cieszmy się tym , co mamy!
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak by było najlepiej. Tylko oby tego, co mamy nie zrobiło się raptem za dużo, czyli wody :)))

      Usuń
  5. O przepraszam, ja nie beczę, że leje, gdyż u mnie świaci :o)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja się przeprowadzam do Cię :)) I co teraz?? :D

      Usuń
    2. No nie ma sprawy, a dużo Was do przygarnięcia jest?

      Usuń
    3. Jeżeli świecisz słońcem i robisz super prezenty takie, jak dla Młodej to pozbieramy siem całom gromadom :))) Serdeczności :))

      Usuń
  6. U mnie też świeci i ciepło jest nawet...

    OdpowiedzUsuń