środa, 25 września 2013

Jesiennie















już jesień czuć w chłodnych westchnieniach wiatru
po szybach niesie się rozpacz 
echem gorących chwil

i za dzień, dwa
zawisną listopadowe szkielety chryzantem
liściami włosów dobijać się będzie wietrzysko
kołacząc w zapłakane źrenice domostw

wędrując przez pola
obsiane czarnymi wróżbami
ucieknę kraczącym topolom
i oddam we władanie niebu
swoją rozszlochaną, jesienną duszę

Pollyanna

poniedziałek, 23 września 2013

Dowody zbrodni

Czasami człowieka coś zaskoczy w najmniej oczekiwanym momencie. Najgorzej, kiedy chwila przyjemności zamienia się w coś, co niekoniecznie zagraża naszemu życiu, ale na pewno dybie na urodę.

Wanna wypełniona po brzegi parującą wodą, a w powietrzu unosi się cudny aromat olejków do kąpieli.  Mięśnie rozluźniają się i czuję się tak lekka, jakbym miała za chwilę unieść się nad powierzchnią wody. Biorę do ręki mydło o zapachu cytrusów i zaczynam .....szorować nim ciało??  Otwieram szeroko oczy i przyglądam się czemuś, co powinno mieć delikatną, miłą tak w zapachu, jak i dotyku konsystencję. Wiem, że niektórzy ludzie uważają kąpiel za zbędną, a nawet twierdzą, że mydło i szampon gryzie albo kłuje. Zaczynam przez chwilę wierzyć w ich teorie, ale postanawiam dokonać szczegółowych oględzin mydła i wydobyć na światło dzienne to COŚ.











Taka oto dziura została po wydłubaniu dowodu zbrodni.

Słyszałam o różnych, dziwnych i niekoniecznie smacznych rzeczach znajdowanych w jedzeniu, ale nie w mydle. Nie wiem czemu miał służyć ten ostry kawałek metalu. Może zwiększał jego wagę? Może miał służyć do jednoczesnego golenia? Z chęcią wracam do tych w płynie, tam nie spotka mnie taka, wątpliwej przyjemności niespodzianka.

Czy Wy znaleźliście kiedyś coś równie zaskakującego?



czwartek, 19 września 2013

Szału nie ma

Wreszcie trochę popadało, więc logiczną sprawą jest to, że w lesie powinny być grzyby.



Na początku strasznie sucho, bo deszcz chyba od razu wyparował.


Miejscami było nawet tak. Równiutko, mięciutko i pachniało grzybami.




Niestety w miejscu, gdzie powinny rosnąć z mchu wyłaziło zupełnie co innego.




Potem las był bardziej, jak dżungla i okropnie niewygodny. Gdyby nie to, że mam napęd na 6 osi, a najbardziej na te przednie, to nie raz zostałabym w jakiejś dziurze. A tak, super wyciągarki działają. Tylko po takim trzy godzinnym spacerze strasznie mnie bolały ręce.




Wyprawa zakończyła się na naszej ulubionej łące.





 Jak widać szału nie ma :)





Teraz leżą w solarium i się suszą :)








Efekt końcowy. W sam raz na kilka zup, bigosów, sosów.....




Przed powrotem z grzybobrania zajechaliśmy do Muchowa. Tuż przy pałacyku mieszka pszczelarz, który słynie z fantastycznego miodu. Bardziej od miodu zachwycił mnie jego dom, a właściwie ozdobne drzwi, za którymi kryją się pszczelarskie tajemnice.













poniedziałek, 16 września 2013

Śladami św. Jadwigi.

Urlop zakończył się razem z piękną pogodą. Niezrealizowany wyjazd nad morze zrekompensowaliśmy sobie bardzo ciekawymi wyprawami. Jak zwykle Dolny Śląsk nie zawiódł. Na pierwszą wycieczkę zaplanowaliśmy Wąwóz Lipa i wzgórze storczyków, ale zanim do niego dojechaliśmy zahaczyliśmy o wieś Rzymówka (powiat Złotoryja). W centrum wsi znajduje się źródełko św. Jadwigi. To z niego Jadwiga czerpała wodę podczas swoich licznych wędrówek. Kiedy przebywała na zamku w Rokitnicy chętnie robiła kilometrowe spacery na boso, odwiedzając okoliczne wioski.


Nas niestety nie spotkał przywilej zaczerpnięcia z niego życiodajnej wody. Nawet trudno było je wypatrzeć zza brudnej szyby i krzaków, które mocno je obrosły.






Tuż przy źródełku znajduje się pałac z XVII wieku. Obecnie odrestaurowany i stanowi budynek mieszkalny. Nad portalem pałacowym znajduje się tarcza herbowa rodu Richthofen z wizerunkiem postaci siedzącej w fotelu z mieczem w prawej ręce, ptasim skrzydłem i czaplą trzymającą kamienną kulę zwieńczona baronowską koroną.



Długo czekaliśmy, żeby zrobić zdjęcia, gdyż przez te drzwi kolejno wychodził pan w samych slipkach i koszulce. Potem rozbawione, roznegliżowane dziecię kopiące pluszowego miśka, a za nim wkurzony tatuś również niekompletnie ubrany. Wsi swobodna, wsi wesoła.




Z Rzymówki pojechaliśmy do kościoła w Rokitnicy na zwiedzanie, którego zabrakło nam sił, po obejrzeniu ruin zamku. Tam odnaleźliśmy pierwsze ślady św. Jadwigi w tych rejonach.
















Do kościoła prowadzi kilka ścieżek, tuż przy kamiennym murze obrośniętym bluszczem.




Kościół pochodzi z XIII wieku i został ufundowany przez św. Jadwigę. Niestety był zamknięty, dlatego obeszliśmy go tylko dookoła. Na jednej ze ścian odnaleźliśmy wmurowane barokowe nagrobki, pochodzące z XVII i XVIII wieku.






Najbardziej zachwyciły mnie oczywiście detale.




Na jednej ze ścian umieszczono tablicę ku czci 16-to letniego żołnierza, który w 1813 roku zginął w obronie kościoła i kosztowności mieszkańców wsi, którzy je tam ukryli przed grabiącymi wszystko żołnierzami.To na tych ziemiach toczyły się walki między armią Napoleona, a wojskami pruskimi i rosyjskimi. 





Z ciekawością wędrowaliśmy po trawniku okalającym kościół, tylko dziwnie ziemia pod nami momentami była bardzo miękka i zapadała się. Dopiero potem doczytaliśmy, że deptaliśmy po byłym cmentarzu.












 Do zaplanowanego wcześniej wąwozu niestety nie udało nam się dostać. Droga prowadziła przez krzaki nie do pokonania dla moich nóg. Pocieszam się, że tę wyprawę zrobimy za rok wiosną, kiedy storczyki będą kwitły jak szalone. Zrekompensowaliśmy to sobie odpoczynkiem na łące. Na pewno nie w ciszy. Z dywanu kwiatów i trawy unosiło się tak głośne cykanie, jakiego dotąd nie słyszałam. Wystarczyło też zrobić kilka kroków w głąb, a spod stóp wyskakiwały chmary koników polnych i motyli. Z tablicy informacyjnej doczytaliśmy, że właśnie tę łąkę zamieszkują cztery gatunki motyli.























Mąż rzucił mi się na ratunek, kiedy zauważył, że leżę pod ławką zamiast na niej. Musiałam jednak sfotografować wszystko co się ruszało i nie. Przemilczałam też fakt, że tuż przed nosem przeskoczyło mi kilka żabek. Wolałam jednak nie zostać sama na łące. Pamiętam, jak kiedyś podczas spaceru mąż odskoczył ode mnie na kilka metrów i zaczął wykonywać jakieś pląsy. Myślałam ucieszona, że to może taniec godowy, aż zobaczyłam kilkucentymetrową żabkę, która niewinnie skakała po ścieżce. Zaproponowałam nawet, żeby ją pocałował, zamiast przed nią uciekać. Może zmieni się w księżniczkę. Odpowiedział tylko, patrząc na mnie wymownie, że już jedną pocałował i nie było efektu.  Foch i dalej poszłam sama.




Tylko jeden motyl był spokojny i nie uciekał.







 Walcząc z obrzydzeniem uchwyciłam nawet, mozolnie wspinającego się pająka. Z bezpiecznej odległości oczywiście, żeby się na mnie nie rzucił.