Dolny Śląsk bocznymi dróżkami.

wtorek, 17 grudnia 2013

Ja się pytam dlaczego ???!!!

Przedświąteczny czas to totalne szaleństwo. Nie tylko w sklepach, ale w wielu firmach. Na ostatnią chwilę wszyscy chcą zrealizować dostawy. Pospiech, nerwy, załadunki, rozładunki, stres, nieuwaga. Wczoraj podczas jednego z rozładunków, operator wózka widłowego w pośpiechu chciał pokonać wysoki krawężnik. Wózek niestety przewrócił się i przygniótł operatora.  Przeraźliwy krzyk rannego przyciągnął tłum ludzi, którzy próbowali mu pomóc. Ale jak gołymi rękami unieść dwutonowy ciężar?! Wrzask bólu i rozpaczy trwał przez długie minuty. Kiedy wreszcie ucichł, nadjechał drugi widlak z pomocą. Karetka natomiast nadjechała dopiero po 20-stu minutach, chociaż nawet w godzinie szczytu mogła tam być w ciągu 5-ciu!

Mąż, który był świadkiem tego zdarzenia do tej pory słyszy ten przeraźliwy krzyk. Od razu nam się przypomniał wypadek męża sprzed kilku lat, kiedy w mikołajki stracił palca u ręki. Nerwy, pośpiech, chwila nieuwagi i ostry fragment urządzenia zmiażdżył mu palca. Kiedy jechałam do szpitala szukałam w głowie spokoju i słów pocieszenia. To tylko palec, a właściwie kawałek. Bez tego da się żyć. Będzie trochę przeszkadzać jego brak, ale można sobie z tym poradzić.

Jakiej porady udzielić temu człowiekowi i jego rodzinie?! Czy da się żyć ze zmiażdżoną połową ciała?! Nie wiem niestety, czy przeżył. Ciągle o nim myślę i modlę się. Chociaż nie wiem tak naprawdę o co? O to żeby żył, a właściwie wegetował, czy o to żeby się nie męczył?! Gdzie w tym momencie był Bóg i jego Anioł Stróż?! Czym byli tak zajęci, że o niego nie zadbali?! Gdzie właściwie są w takich momentach? Dlaczego akurat teraz, jeżeli już?! A co ze świętami, które mają być rodzinne i radosne?! Niestety już nie dla niego i jego bliskich. Rozumiem, że Bóg nas czasami doświadcza, niekiedy nawet bardzo. Rozumiem, że z tych doświadczeń płynie dla nas jakaś nauka i mądrość. Ale dlaczego ona musi być aż tak bolesna i okrutna?! Mogę się pogodzić z tym, że obdarza nas chorobami. Wtedy mamy jednak szansę coś zrozumieć, coś zmienić. Tylko, jaka nauka płynie ze śmierci lub tak tragicznych wypadków, że nikt nie jest w stanie się z nich podnieść?! Kogo i czego to uczy?!

Może i jestem małym głupiutkim człowieczkiem, który nie rozumie praw rządzących wszechświatem. Ale czasami chciałabym prostej, jasnej i PRAWDZIWEJ odpowiedzi na pytanie:, dlaczego?!!

63 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. jakoś nie mogę przestać o tym myśleć.

      Usuń
  2. Polly to straszne przeżycie dla tego cżłowieka, nie wiadomo właściwie jak odnieść sie do tak ogromnego bólu..
    Pozdrawiam serdecznie
    .http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami człowiek potrafi znaleźć właściwe słowa, ale w takiej sytuacji.... nie wiem

      Usuń
    2. Bardzo dawno temu, w związku z tym nie pamiętam zupełnie nazwisk, czytałąm wywiad z dziennikarzem któremu spłonęło mieszkanie, a on ratując dziecko doznał dotkliwych poparzeń... Po jakimś czasie, gdy czekał na operację plastyczną opowiadał o bólu i cierpieniu i wypowiedział znamienne zdanie, które dało mi do myślenia, mianowicie, zastanawiając się dlaczego to jemu się przytrafiło i dlaczego to właśnie on stracił w ogniu swoją twarz, sam sobie odpowiedział, że pewnie ten wypadek uratował go przed czymś dużo gorszym ... Wiem, że to nie brzmi dzisiaj pocieszająco Polly, ale pewnie w tym wypadku i tak było... czas jest najgorszy, bo wymaga pokory i cierpliwości, a jak trudno o te cechy w przypadku cierpienia najlepiej wiedzą poszkodowani..

      Usuń
    3. To oczekiwanie na pokorę i odpowiednią dawkę cierpliwości i pogodzenia jest najgorsze. Nie wszyscy są w stanie temu podołać. Być może tak jest, że niektóre zdarzenia, tragiczne w danym momencie, chronią nas przed czymś gorszym. To bardzo mądre słowa i dające otuchę. Myślę, że zapamiętam je na zawsze. Mam nadzieję, że nie będę musiała z nich skorzystać, ale kto wie....

      Usuń
  3. Przypomniał mi się "Oskar i pani Róża".... i choć to właściwie nie będzie odpowiedź, ośmielam się wkleić fragment...

    "Ciociu Różo, mam wrażenie, że w Słowniku medycznym są tylko rzeczy bardzo konkretne, kłopoty, które mogą spotkać tego czy innego człowieka. Nie ma tam nic o sprawach, które dotyczą nas wszystkich, takich jak Życie, Śmierć, Wiara, Bóg.
    - Powinieneś zajrzeć do Słownika filozofii, Oskarze. Tam znajdziesz słowa, których szukasz, ale boję się, że też będziesz rozczarowany. Jest wiele bardzo różnych definicji na każde z tych pojęć.
    - Jak to możliwe?
    - Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami. Kryją w sobie tajemnicę. Do każdej odpowiedzi trzeba dodać „być może”. Tylko na nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, to dla nas (niestety) pozostanie tajemnicą. Czy w jej obliczu można zachować wiarę w sens całości, zależy wyłącznie od ...Łaski.

      Usuń
    2. Bardzo mądre słowa i ciekawe. Nigdy nie pomyślałam o tym, jak o wielkiej tajemnicy. Tylko, kiedy człowiek jest w totalnej rozpaczy trudno mu myśleć o "tajemnicy", ale na szczęście na wszystko przychodzi czas.

      Usuń
  4. Polly, jest granica, przed którą można tylko stanąć. Ponosimy konsekwencje czyjejś głupoty, nieuwagi, nieroztropności, złośliwości itd.. I mówimy (ja mówię) 'Nie wiem".
    Wiem jedno - Bóg był/jest z tym człowiekiem w jego cierpieniu. Nie na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że da mu znak o sobie i to jak najszybciej i mimo, że zesłał na niego taki ból, to jak najszybciej mu pomoże go przetrwać. Mam nadzieję, że zawsze jest tak, że dostajemy tylko taki trud, któremu możemy podołać.

      Usuń
  5. Na wiele pytań dlaczego nie ma odpowiedzi ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. Straszna tragedia i na pewno niewyobrażalny ból.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Wiem, że każdego dnia są wypadki, ale jak człowiek jest blisko i widzi je na własne oczy, to trudno jest przejść obojętnie i się nie przejmować.

      Usuń
  7. Gówno prawda. Żadna nauka i żadna mądrość nie może płynąć z bezsensownego, niezawinionego cierpienia. I w żadne "doświadczanie" też nie wierzę - po co Bogu takie doświadczenia? Bawi Go patrzenie na cierpienie? To ja dziękuję, wysiadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, byśmy potrafili znaleźć rozwiązanie. Nie na tej płaszczyźnie rozważań.

      Usuń
    2. Może to nie on potrzebuje naszego cierpienia, tylko my. Sama nie wiem. Staram się w to wierzyć, bo chyba inaczej bym zwariowała. Zaczęłabym znowu pytać o swój los i swoje troski. No, bo dlaczego ja?
      Pewnie nie znajdziemy satysfakcjonującej odpowiedzi na te trudne pytania, ale czasami po prostu same się cisną na usta.

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o mnie, z całą pewnością NIE potrzebuję. Swoje w życiu zjadłam, jestem już zmęczona.

      Usuń
    4. Wiem jak to jest ciągle zaciskać zęby i udawać, że jest ok. Czasami po prostu chciałoby się to zmienić i nie musieć być doświadczanym. Tylko, że co z tego, że powiem: mam dosyć, poproszę o lepsze życie, ja już swoje wycierpiałam. Czy ktoś to zmieni? Niestety nie.

      Usuń
    5. Nie zmieni. Ale gadanie o "doświadczaniu" też nie zmieni. Takie doświadczenia to i doktor Mengele potrafił na ludziach robić. I pokorna rezygnacja też nie pomaga, nie zmniejsza bólu. Szukanie mądrości (której nie ma) i sensu (którego nie ma) w cierpieniu też nie sprawia, że cierpieć się przestaje.

      Usuń
    6. To wszystko to są formy samooszukiwania się.

      Usuń
    7. Tak wiem kochana. Ale coś trzeba robić i w cos wierzyć, nawet nieprawdziwego, żeby nie zwariować. Buziaki moja Ty pesymistko :*****************

      Usuń
    8. To nie pesymizm - to REALIZM w czystej postaci!

      Usuń
    9. wiedziałam, że tak mi odpowiesz :))

      Usuń
    10. I znowu wychodzi na to, że znasz mnie lepiej niż ja sama :)

      Usuń
  8. O rety...
    Dałam sobie spokój z zadawaniem tego pytania, bo już tyle razy nie dostałam żadnej odpowiedzi...
    Straszne, bezsensowne.
    Nikomu niepotrzebne.
    Ofiara przedświątecznej gorączki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czasami potrafię sobie przetłumaczyć niektóre wydarzenia, bo po czasie zauważam ich sens i powiązanie z innymi, ale nigdy nie zrozumiem takiego bólu. Dlaczego świat nie jest tak poukładany, żeby takie rzeczy działy się w innych momentach....chociaż czy jest taki moment, który będzie odpowiedni?

      Usuń
    2. Polly,
      ja mam spore problemy ze zrozumieniem sensu niektórych rzeczy. Jeśli ktoś potrafi wierzyć, że cierpienie jest po coś i to po coś ważnego, to ja mu mogę tylko pozazdrościć, bo to jest prawdziwy dar. Ja go nie dostałam. Dla mnie zabrakło :(
      Rozum tu nic nie pomoże, bo wiara to nie jest kwestia rozumu. Jeśli nie zadaję tego pytania to tylko dlatego, że nie potrafię uwierzyć, że mogłabym otrzymać jakąkolwiek odpowiedź...

      Usuń
    3. Na szczęście wierzę i ta wiara nie raz mnie uratowała. Niestety czasami jest zbyt mała, bo zaczynam zadawać trudne pytania, pewnie dlatego, że zwyczajnie chciałabym zrozumieć.

      Usuń
  9. oj Frau, dlaczego Boga miesza się w każde nieszczęście?? Jak się już przydarzy coś, co czesto jest efektem jakiegoś zaniedbania czy złego wyboru- to oczywiście Bóg winny. Często winią Boga o wszystko ludzie , którzy nie mają nic z nim wspólnego. Nie istnieje dla nich zazwyczaj, nie modlą sie i nie prowadzą żadnego życia duchowego ale zawsze chętnie obwiniają Go w obliczu jakiegoś przykrego doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że Bóg nie jest odpowiedzialny za wszystkie nieszczęścia świata. Musiałby cały czas trzymać nas za rączkę i nie pozwoliłby nam na wolność. Chcę wierzyć, że wszystko się dzieje po cos. Trudno jednak tak myśleć w momencie, kiedy traci się wszystko. Mam ciagle nadzieję, że dla wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek doznali cierpienia, również zaświeci swiatło. A może to nasza wina, że jesteśmy blisko Boga tylko wtedy, kiedy dzieje nam się zło?

      Usuń
    2. Tak to już jest- jak trwoga to do Boga. Jakie to instrumentalne traktowanie! Całe zdarzenie , które opisujesz jest straszne, tragiczne. Nie będę pisać frazesów... Jednak bunt rodzi się we mnie kiedy z Boga robi się dyżurnego "chłopca do bicia". Cierpienie na ziemi to temat trudny i skomplikowany, na dyspute teologiczną się nadaje a nie na komentarz pod postem :) cierpienie jest wpisane w to życie, ale z Bogiem może mieć sens i może czemuś służyć.... pozdrawiam

      Usuń
    3. Dziękuję Ci, Anonimku. Sama istota jest w Twej refleksji. Myślę podobnie, czuję i widzę podobnie, tylko nie umiałabym tego tak sensownie wypowiedzieć.

      Usuń
    4. Myślę podobnie, jak Wy, bo wierzę w sens cierpienia, ale niektóre tragedie są dla mnie nie zrozumiałe. Widocznie jeszcze nie dorosłam psychicznie na tyle, by to pojąć, a być może pozostanie to tajemnica na zawsze. Nie wiem, ale jakoś się przyzwyczaiłam do swoich trudów, choroby i problemów. Przestałam się szarpać, bo dawno doszłam do wniosku, że bunt nie ma sensu i trzeba w tym odnaleźć głębsze znaczenie i potrafię je odnaleźć, chociaż czasami jest mi źle. Nie rozumiem natomiast takich tragedii i boję się, że w obliczu czegoś takiego ból jest większy, niż zrozumienie.

      Usuń
    5. Dla osób bezposrednio dotknietych z pewnością ból jest większy. Ponadto on też musi wybrzmieć. Zgadzam się. W każdym razie "wolą Bożą" takiego zdarzenia nazwać nie można. Choć ono moze stać sie początkiem czegoś lepszego. Ja na własnej skórze poznałam ,że " lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony" (Mk 9, 43–48) Jeszcze nie weszłam ale gdyby nie pewne życiowe sytuacje - tragiczne po ludzku, nie przejrzałabym na oczy. Mogłabym o tym jeszcze dużo pisać ale się powstrzymam :) Pozdrawiam Cię- dzielna Pollyanno ! Nie przestawaj grać w tę grę :))

      Usuń
    6. Nie mam zamiaru przestać, bo za daleko w niej doszłam, żeby się cofnąć do początku, gdzie nie ma nic, oprócz pytań i rozpaczy. Gram dalej i mam nadzieję zrozumieć i zaakceptować jeszcze więcej. Mam nadzieje, że to nie jest zarozumialstwo z mojej strony :)

      Usuń
  10. Smutny przypadek. Jednak to...przypadek. W ten sposób należy go rozpatrywać. Obszar wolności rozciąga się na tak wiele ludzkich poczynań, że nie sposób postawić granicy.
    Choroby również należą do sfery wielkiej niewiadomej. Dziś jest rocznica śmierci mojego męża, który odszedł w ten sposób, tuż przed Świętami. Rozpacz, czy wybawienie? Wybawienie od cierpienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji. Mogę tylko starać się zrozumieć, że był to straszny ból. I dla Ciebie i dla męża. Pewnie do końca życia nie odpowiesz sobie na trudne pytania. Może lepiej ich nie zadawać i się nie zadręczać??

      Usuń
    2. Poza tym strasznie mi żal, że takie rzeczy wydarzają się przed świętami. Przed czasem, który powinien być radosny i rodzinny, a taki nie jest. To podwójna rozpacz.

      Usuń
    3. Tak staram się robić. Chociaż równie często się buntuję:-).

      Usuń
    4. Trudno się nie buntować, kiedy czujemy się skrzywdzeni :)

      Usuń
  11. Cierpienie jest wpisane w ludzką egzystencję od zawsze. Nie wszystko i nie zawsze można wyjaśnić i zrozumieć. To wszystko jest większe niż my.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie...większe niż my. Tylko, że człowiek nie może w chwilach tragedii wyłączyć umysłu i nie rozdrapywać ran.

      Usuń
  12. Nikt nie zna odpowiedzi na pytania, które zadałaś. Ja zadawałam sobie je długo: dlaczego? dlaczego to musiało sie stać?! I wciąż wyobrażałam sobie Szalonego w kałuży krwi, z którego uciekało życie....wypływało jak ta krew, którą wciąz sobie wyobrażałam. Czasem wydawało mi się, że zwariuję od natłoku myśli i obrazu jego zmasakrowanej postaci.
    Nie znalazłam odpowiedzi. Nigdy jej nie znajdę. I zadaję dokładnie takie, jak Ty....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre pytania będziemy chyba zadawać do końca życia i nie znajdziemy na nie odpowiedzi. Dla mnie jest ważne żeby chociaż można było uciszyć żal, mimo, że pytania pozostają. Mnie pomaga to, że próbuję odnaleźć jakieś drugie dno i tak długo się czepiam, aż zobaczę chociaż malutki sens. Może jest on tylko wymyślony przeze mnie, ale ważne, że uspokaja.

      Usuń
  13. Tego nie da się chyba wytłumaczyć, zrozumieć. W życiu są po prostu takie rzeczy, których nie da się ogarnać rozumem... Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. W historii ludzkości było tak dużo tragedii, niezrozumiałych i bezsensownych...

      Usuń
  14. Od jakiegoś czasu staram się unikać pytań: dlaczego? A gdyby? Nigdy nie ma na nie odpowiedzi, a potrafią człowieka zaprowadzić na samą krawędź życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przyznasz, że człowiek nie byłby sobą gdyby nie zadawał pytań. Nie wszystko można pojąć lub złożyć na wiarę.

      Usuń
    2. Masz rację. Ale są w życiu takie momenty, że najlepiej zapomnieć o tych pytaniach. Bo inaczej zapomną o Tobie.

      Usuń
    3. Tak, to prawda. Od kiedy sama przestałam zadawać pytania i się zadręczać, jest mi lepiej. Może to naiwne, ale chyba po prostu znalazłam odpowiedzi na moje pytania. Nie wiem, czy sa prawdziwe, ale najważniejsze, że mnie wystarczają :)

      Usuń
  15. takie rozważania podsuwa Ci ktoś, kto chce zepsuć Twoją radość ze zbliżających się Świąt. Zawsze w okresie przedswiątecznym, historie smutne i tragiczne widziane są w sposób podwójnie ostry.
    Nie daj się... proszę! Nigdy nie wiemy, które ze Świąt będą naszymi ostatnimi. Spędźmy je w radości,, ufności i ciesząc się najbliższymi. Tego Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że w takim czasie tragedie sa bardziej bolesne i stają się niezrozumiałe. A może właśnie wydarzają się po to, by można było sobie przypomnieć ile mamy szczęścia, że nas omijają :) Może ten sens, którego szukałam dla tego człowieka, znalazłam dla samej siebie? :)
      Buziaki i tez Ci życzę radości :)

      Usuń
  16. Nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie. Nie wiem czy ktokolwiek zna, a jeżeli nawet, to takie odpowiedzi dla mnie są niewiarygodne. Ściskam ciepło. Smutne historie opisujesz. Może czas na radośniejszy akcent? Nie znajdujesz żadnej radosnej historii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :) Nie chciałam aż tak zasmucać :) Czy chcesz mi powiedzieć, że smutne historie nie są w moim stylu? :))) Pewnie nie są też na czasie, ale niestety się wydarzają i nie można udawać, że ich nie ma. Dobra, ok, poprawię nastrój niebawem :))
      buziaki :)

      Usuń
  17. Też zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się gdzie był Bóg i nigdy nie znajduje odpowiedzi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zawsze byśmy chcieli żeby nas bronił przed problemami, ale tak się niestety nie dzieje.

      Usuń
  18. Co nagle, to po diable. Co ma do tego Bóg? Bóg dał człowiekowi wszystko... To człowiek z Boga zrezygnował.
    Oraz... nic nie dzieje się bez przyczyny, choć nie zawsze jesteśmy w stanie to pojąć, zrozumieć, zaakceptować...
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótko i na temat :) Masz racje dał nam rozum, z którego nie zawsze chcemy skorzystać, ale wiesz jak to jest. W momencie tragedii zawsze szukamy winnych wokoło, tylko nie w sobie. Dzieci najczęściej maja pretensje do rodziców za swoje porażki.

      Usuń
    2. Wyleczyłam się z tego. Mogłabym mieć do rodziców wiele pretensji, tych wyszukanych i tych prawdziwych, ale... To ludzie, popełniali błędy, bo takie jest życie, ale się starali, jak mogli. Te starania doceniam najbardziej, reszta jest nieistotna.
      Za swoją głupotę odpowiadam sama, a... Boga proszę o łaskę i pocieszenie.

      Usuń
  19. Czasem życie nas tak doświadcza, ale na pewne rzeczy mamy jednak wpływ. Gdyby nie pośpiech, gdyby nie presja, że trzeba ze wszystkim zdążyć, pewnie by się ten wypadek nie wydarzył bo człowiek miałby czas się zastanowić, a nie działać bez namysłu. Nie wiemy co komu jest pisane.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bóg stworzył świat i prawa nim rządzące. Ludzie, którzy poznają te prawa i się nimi w życiu kierują, mają "mniejsze tarcie". Bóg nie jest od tego, żeby się troszczyć o ludzi, którzy zeszli z wyznaczonej przez Niego drogi. Już niewielu idzie tą bezpieczną drogą. Ci, którzy starają się iść, są czujni i unikają wielu niebezpieczeństw.
    Nawet w prawie ziemskim nieznajomość prawa nie zwalnia od konsekwencji.
    Śmieszne jest to, że ludziom wydaje się, że robią coś wielkiego dla Boga, że zastawią stoły z okazji Jego narodzin. Ludzie zrobili z Boga sługę, i jeszcze są niezadowoleni. A to ludzie mieli służyć Bogu.
    Kiedy ktoś pyta "Gdzie był Bóg?", odpowiedź powinna być taka: Tam, gdzie zawsze. Bóg jest w niebie, w Boskiej sferze. Tu jest Ziemia, jedna z wielu miliardów planet. Przez wszechświat płynie Jego siła, która ożywia stworzenie. Skoro wcielona część Boga w osobie Chrystusa została przez ludzi odrzucona i zamordowana, to Boga juz nie ma na tym świecie.
    Jezus wskazał ludziom drogę do Niego, ale to ludzie mają po niej iść.
    Wyspana

    OdpowiedzUsuń