wtorek, 14 czerwca 2016

Nie taki rezonans straszny, jak o nim mówią.

Ostatnio staram się mniej siedzieć przed komputerem, żeby nie zamęczać kręgosłupa, który i tak nieustannym bólem każe o sobie pamiętać. Wybieram zatem ruch i ćwiczenia, zamiast siedzenia ze zwieszoną nad klawiaturą głową. Niestety w przypadku mojego zwichrowanego kręgosłupa czasami taka ostrożność to za mało. Wystarczy, że krzywo ułożę głowę podczas snu, a potem mam gwarantowane kilkudniowe bóle barków i głowy. Moja lekarka próbowała mnie ostatnio namówić na rezonans magnetyczny, żeby dokładnie sprawdzić, co się dzieje. Na razie stchórzyłam i zrobiłam tylko RTG. Niestety mam złe wspomnienia z mojego pierwszego rezonansu sprzed kilku lat. Wówczas to badanie było nowinką w moim mieście, a szpital chwalił się super nowoczesnym sprzętem. Bez żadnego lęku, a nawet z pewną ciekawością zapisałam się na badanie, które niestety okazało się jednak koszmarem. Do tej pory pamiętam to klaustrofobiczne odczucie małej, ciemnej i bardzo hałaśliwej przestrzeni. Cały czas miałam wizje zaciskającej się wokół mnie metalowej tuby i tego, że łóżko się zepsuje i nie będzie można mnie wydostać ze środka. Szkoda, że nikt mnie nie uspokoił, że w razie paniki mogę poprosić o przerwanie badania, bo jestem nie tylko widziana, ale i słyszana.  Kiedy opowiadam moje wrażenia mężowi, jest bardzo zdziwiony, ponieważ on nie odczuwał podczas badania żadnego dyskomfortu. Stara się mnie namówić na rezonans, bo jego ostatnie badanie wyglądało zupełnie inaczej. Żartuje, że w tubie miał tyle światła i przestrzeni, że spokojnie mógłby czytać rozłożoną mapę.
 Zaczęłam zatem drążyć temat i sprawdzać, jak zmienił się świat w dziedzinie diagnostyki. Przeczytałam kilka artykułów na temat nowoczesnych urządzeń do rezonansu magnetycznego i okazuje się, że wiele w tym temacie się zmieniło. Nie wszystkie mają kształt wąskiej tuby, która wydaje się nie mieć końca i budzi lęk w ludziach otyłych lub z klaustrofobią. Otwór jest o znacznie dużej średnicy, a badanie trwa o wiele krócej niż kiedyś i jest bardziej dokładne, dzięki zwiększonej mocy nawet do 3T.  Najbardziej jednak spodobały mi się te, które nie mają kształtu walca z otworem, ale litery C. Jest to tak zwany rezonans otwarty, gdzie pacjent leży na otwartym łóżku i ma swobodny wgląd na otoczenie. Co prawda te urządzenia są niskopolowe, bo ich moc to 0,35T, ale świetnie się nadają do prześwietlenia kręgosłupa. Na szczęście tych otwartych rezonansów jest coraz więcej, jak i nowoczesnych ośrodków diagnostycznych. Warto przed samym badaniem sprawdzić jakim urządzeniem dysponuje ośrodek i jakie ma ceny, bo i te są bardzo różne. Czekam zatem, mam nadzieję, że nie zbyt długo, na ten otwarty rezonans i w moim mieście, a wtedy spokojnie pomaszeruję na badanie. Tym bardziej, że moje poszukiwania wygodnego urządzenia dostarczyły mi też obszernej wiedzy na temat samego funkcjonowania pola magnetycznego, które jest wykorzystywane podczas badania. Kiedyś słyszałam opinię, że jest ono bardzo szkodliwe i napromieniowuje organizm kilkaset razy więcej niż promieniowanie rentgenowskie. Otóż nic bardziej mylnego. Ogólnie przyjęło się, że jakiekolwiek promieniowanie jest szkodliwe dla naszego organizmu. Zapewne nie pozostajemy zupełnie na nie obojętni, ale nie każde jest dla nas poważnym zagrożeniem. Na przykład fale radiowe, które mają bardzo niską częstotliwość i to właśnie do nich można porównać moc rezonansu magnetycznego. Nie niosą ze sobą dość energii, by uszkodzić lub zmienić DNA komórki. Nie powodują zatem zaburzeń w organizmie i nie wywołują poważnych chorób np. nowotworów. Rezonans jest poza tym drugim pod względem bezpieczeństwa po USG, badaniem odpowiednim dla kobiet w ciąży. Działa zupełnie inaczej niż popularne RTG, podczas którego pochłaniamy szkodliwe cząsteczki i nie jest tak dokładne jak rezonans. Okazuje się również, że dzięki rezonansowi magnetycznemu można badać nie tylko szkielet, ale i wszystkie tkanki miękkie, które widać jak na dłoni. Pozwala również na szybkie wykrycie choroby Alzheimera, stwardnienia rozsianego i innych chorób neurologicznych niewiadomego pochodzenia.
Medycyna jest jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin. Sama metoda wykorzystania pola magnetycznego w diagnostyce i kształt urządzenia do rezonansu przeszły ogromną ewolucję na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Kto wie, czy za jakiś czas ogromne magnesy nie zostaną zastąpione jeszcze lepszymi rozwiązaniami, które staną się rzeczywistością, a nie tylko marzeniem szalonego naukowca?

29 komentarzy:

  1. U nas mozna poprosic o krotka narkoze do KAZDEGO badania, jesli pacjent ma jakies obawy czy cierpi na klaustrofobie. Ja mialam np. w ten sposob robiona gastroskopie. Na RM kolana wsuneli mnie do rury, ale glowe na szczescie mialam na wierzchu. Jednak bylam na granicy paniki, wiec gdybym musiala wsunac sie w rure cala, na pewno wolalabym w uspieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas proponują tylko coś na uspokojenie, ale myślę, że dla klaustrofobika to i tak za mało. Dobrze, że robią już nowe urządzenia i może kiedyś będą tylko te otwarte.

      Usuń
  2. Nigdy nie mialam robionego RM...
    Polly, wiesz...czasami meza warto posluchac i ulec Jego namowom ;)
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie uniknę tego rezonansu i jakoś muszę się do niego pozytywnie nastawić. Najwyżej mąż będzie siedział obok i do mnie gadał :)))
      Buziaki :***

      Usuń
  3. widzę Polly , że szturmem zdobywasz zagadnienia medyczne i bardzo dobrze .Nie miałam nigdy takowego badania , ale ze mną też byłyby cyrki klaustrofobiczne

    macham słonecznie - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię wiedzieć co w trawie piszczy, a nóż wymyślą dla mnie jakąś cudowną tabletkę :))))
      Buziaki :***

      Usuń
    2. niechaj zatem sprawniej i wartko myślą , bo to i nie czas na pierdoły skoro człowiek walecznym jest .Bo jak nie TY to kto zawalczy?

      macham lada świt - Gryzmo

      Usuń
  4. Dla mnie odpada, mam klaustrofobię. Nawet w łóżku z drugą osobą nie mogę spać od ściany, bo zaczynam się dusić, wpadam w histerię, wrzeszczę i wydaje mi się, że za chwilę umrę jakąś straszliwą śmiercią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na stówę byś nie dała rady na RM, chyba, że by Cię uśpili, ale też jakimś podstępem, bo inaczej byś się nie dała nawet uśpić ;D

      Usuń
  5. Mój kręgosłup w części lędźwiowej całkiem wysiada!!!
    Badań się nie boję, ale cóż mi z tej wiedzy, jeśli na operację się nie zdecyduję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne podejście i uważam, że na kręgosłup najlepsza jest systematyczna rehabilitacja i dbanie o niego na co dzień. Operacje są ryzykowne i nie zawsze pomagają, czasami po nich jest jeszcze gorzej. To loteria. Warto jednak jest zajrzeć do środka i wiedzieć z czym i jak walczyć :D

      Usuń
  6. Dwa lata temu skorzystałem z przyjemności, jaką jest rezonans. Na szczęście nie mam klaustrofobii, więc tuba nie była taka straszna. Najważniejsze zaś, że zdiagnozowano dolegliwość, z która mogłem skutecznie zawalczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odważniak ;D Ja na razie tchórzę i wybieram ćwiczenia. Może kiedyś pozwolę sobie zajrzeć co w środku piszczy :)

      Usuń
  7. Przeżyłam rezonans. Co prawda nie wsadzili mnie do tuby do końca, bo to było kolano.
    Odwagi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kręgosłup szyjny to rozumiem, że wpychają do końca tuby, ale na lędźwiowy mogliby na przykład do góry nogami tak, żebym głowę miała na zewnątrz. Wtedy mogę iść :)))
      Dzięki :)

      Usuń
  8. Mam podobne odczucia. W ciasnej wieży zrobiło mi się słabo, to i w tej tubie pewnie też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W RM pewnie by Cię zemdliło....co najmniej ;D

      Usuń
  9. Choć sama nie doświadczyłam, to wiem, że wiele osób ma takie wrażenie zatrzaśnięcia. Ważne, że nie odpuszczasz tematu :)
    ściskam serdelecznie :)
    BB i kwa, kwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie będzie Ci to nigdy potrzebne :)
      buziaki :***

      Usuń
  10. Ostatnio miałam nieprzyjemność wylądowania na TK, średnio przyjemne bo równie klaustrofobiczne doświadczenie. Pomna opowieści koleżanki, ani na moment nie otworzyłam oczu, ale i tak nie byłam w stanie histeryzować, albo wiać, bo byłam zwyczajnie za słaba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sobie teraz wyobraź, że RM jest o wiele ciaśniejsze od TK :) Ja niestety otworzyłam oczy i wtedy zaczęłam panikować, myślałam, że serce mi wyskoczy. Najgorzej, że nie wiedziałam jak wiać i czy ktoś może to przerwać. Na szczęście naoglądałam się "Na dobre i na złe" i wiem co w trawie piszczy :DDDDD

      Usuń
  11. Ja RM nie miałam, ale TK i to głowy, ale do tunelu mnie wpakowali.
    Głowę miałam usztywnioną, na twarzy siatka, taka jak mają bramkarze w hokeju, do dłoni dali gumową gruszkę, którą można ścisnąć, gdyby coś się działo. W tunelu było światło, kilka razy otwierałam oczy, stukot był ogromny, ale szło wytrzymać - niestety do końca badania nie doczekałam i nacisnęłam gruchę, bo mój kaszel astmatyczny dał o sobie znać. Już mieli kończyć badanie, więc nic się nie stało.
    Pozdrawiam Ania Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby mnie dali taką gruszkę pewnie od razu bym ją ścisnęła i nie udawała chojraka. Może wyglądam na odważną, dlatego stwierdzili, że dam radę bez problemu. Ale się pomylili :DDDD
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Coś Ci tu napisałam, ale nie weszło :) więc tak, wiem, co czujesz, mnie małe pomieszczenia coraz częściej wydają się jeszcze mniejsze... ucałowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyżby człowiek z wiekiem robił się coraz bardziej strachliwy? :D dla mnie dodatkowo wysokie wieże i góry stają się coraz wyższe :)

      Usuń
  13. Polly pocieszę się, że wiele osób odczuwa lęki w kwestii pomieszczeń zamkniętych, ale warto znaleźć lekarza, który przeprowadzając takie badania byłby dla Ciebie jednocześnie oparciem.
    Pozdrawiam serdecznie i jak najwięcej zdrowia życzę
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/tag/spokoj/

    OdpowiedzUsuń