Dolny Śląsk bocznymi dróżkami.

środa, 29 czerwca 2016

Mija czas.

Czas pędzi, jak szalony, a mnie pochłaniają  przeróżne zajęcia. Komputer został trochę odstawiony na bok, dlatego nie piszę, nie czytam i nie bywam na blogach. Bardzo skrupulatnie dba o mnie mój kręgosłup, który przypomina o sobie, kiedy za długo siedzę przed monitorem. Sama siebie wyganiam zatem na balkon z książką pod pachą. Jedna z nich tak mnie zafascynowała, że nawet nie poczułam, kiedy złapałam pierwszą w tym roku opaleniznę, a raczej spaleniznę. Wieczorem wyszły mi czerwone plamy i męczyły przez całą noc. Najlepszym lekarstwem okazał się jogurt naturalny, który zamiast do porannej owsianki powędrował na moje nogi. Mam nadzieję, że przy okazji wchłaniania się przez skórę również działał dietetycznie :D
 Ostatnio bowiem chlebek poszedł w kąt, słodycze również, a lodówkę wypełniają różne zieloności, półki natomiast, puszki z przeróżnymi nasionami i płatkami. A to wszystko w ramach odchudzania oczywiście, a właściwie spuszczania powietrza z oponek, które pojawiają się to tu, to tam. Wypowiedziałam im prawdziwą wojnę, bo ubieranie się w upalne dni, kiedy wszystko się do człowieka klei i na dodatek trafia na opór oponek, doprowadza mnie do szału. Tym bardziej, że coraz słabsze dłonie nie pomagają w tym nawlekaniu ubrania, zapinaniu wstrętnych guziczków, zameczków, sznuróweczek brrr.  Na dłonie nic już nie poradzę, ale zbędnego tłuszczyku chętnie się pozbędę. Ćwiczę zatem ostro mięśnie brzucha, pleców i wszystkie inne, które napatoczą się po drodze. Liczę, że pomoże mi to również w stabilizacji kręgosłupa, a tak po cichu marzę o płaskim brzuszku, jaki prezentuje Chodakowska, czy też Lewandowska.
 Staram się również dużo wychodzi z domu. Wreszcie nie mam z tym problemu, bo dzięki wózkowi mogę robić dalekie spacery. Na luzie robić długie zakupy i wreszcie docierać w miejsca, w których nie byłam od lat. Nie mam też absolutnie żadnego problemu z tym, że jeżdżę wózkiem i dziwię się sama sobie, jak mogłam kiedyś myśleć o tym ze wstydem i zażenowaniem. Widocznie musiałam do tego dojrzeć, dlatego też nie krępują mnie spojrzenia innych ludzi. Nie zwracam na to uwagi. Bardzo często natomiast spotykam się z życzliwością innych, chociaż są i tacy, którym przeszkadza, że siedząc na wózku mam uśmiech na twarzy. No cóż, nie można wszystkich zadowolić, a nawet nie zamierzam tego robić. Skupiam się na tym, co jest ważne w moim życiu i czerpać radość z tego, co mnie otacza.
 
Wiosna tak szybko minęła, że nie zdążyłam się dobrze jej przyjrzeć, ale świeżutkie lato też ma swój urok.
 
 
 
 
 
Czosnek już przekwitł i ustąpił miejsca innym.
 
 
W pełnym słońcu pyszni się "pustynnik", zwany też igłą Kleopatry.
 
 
 
 
Jeszcze chwilka, a ogród zamieni się w prawdziwe rosarium.
 
 
 

Nie tak dawno jabłonka była obsypana kwiatkami, a teraz pysznią się na niej jabłuszka.
 
 
 
 
 
 
Pierwsze grillowanie przypominało bardziej wędzenie. Teraz przerzuciłam się na bardziej dietetyczne frykasy. Jedynym ustępstwem są mecze naszej reprezentacji w EURO, kiedy na stole królują chipsy i piwo (chociaż koneserzy twierdzą, że Karmi to nie piwo). Stwierdziłam jednak, że piłkarzom idzie tak dobrze, że moje kibicowanie zaczyna mi szkodzić. Jeden wieczór na chipsach i dwa dni ścisłej diety! O nie nie :) Na jutro upiekłam cała górę pasztecików z pieczarkami, a przy okazji na mój dzisiejszy obiad nadziewane szpinakiem.
 
 
 
 
Nigdy nie byłam zagorzałą fanką piłki nożnej. W tym roku jednak nasza reprezentacja i polscy kibice pokazują prawdziwa klasę. Podziwiam stoicki spokój mojego męża, który reaguje tylko w ważniejszych momentach meczu. Ja natomiast mogłabym być prawdziwym komentatorem, chociaż.... posiadam chyba więcej zapału niż wiedzy :D 
 
 
 
W przerwie w ćwiczeniach i kibicowaniu, szlifuję zdolności w pleceniu frywolitek. Niedługo w rodzinie będzie ślub i z tej okazji zaproponowałam, że zrobię oryginalne zaproszenia. Zakupy w papierniczym, kilka godzin plecenia serduszek i szlaczków, mała zabawa w programie graficznym i... 
 
 
 
 
gotowe. Mam nadzieje, że się spodobają.
 
 
 
Między kolejnymi stronami książki, a fajczeniam nóg, skrupulatnie pilnuję kwiatów na balkonie.
Jeszcze nie tak dawno z niecierpliwością wyczekiwałam na pierwsze kwiatki pelargonii, a teraz wprost się rozszalały.
 
 
 
W pelargoniowym gąszczu kwitną jeszcze bratki "po przejściach". Dwa razy były atakowane przez mszycę. Pojenie ich pokrzywą nie pomogło, doprawianie wodą z czosnkiem też nie. Dopiero porządna kąpiel w mydle zadziałała. Mszyce zniknęły, ale bratki trochę to odchorowały. Nie kwitły już takie duże, jak na początku, ale i tak długo cieszą oczy.
 
 
 
 
Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca. Dla tych, co zdołali życzę fajnego kibicowania "naszym" i pięknego lata. :D
 
 
 

25 komentarzy:

  1. Polly, kapalas bratki w mydle ? - no nie moge :)))
    Bardzo ladne lato u Ciebie...u mnie pada i pada i pada ;)
    Frywolitkowe zaproszenia sliczne :)
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kąpałam i pieniły się, jak wariaty :))) U mnie raz słońce, a raz deszcz. Cieszę się, bo w zeszłym roku było tak upalne lato, że nie trudno było je wytrzymać.
      Buziaki i słonka życzę :)

      Usuń
  2. Dobrze że pomogło, a bratki dadzą radę. Nie wiem w jakim mydle je kąpałaś ale najlepsze szare:))
    Zaproszenia wspaniałe, na pewno nikt takich pięknych miał nie będzie. Nieustannie zazdroszczę umiejętności plecenia tego cudu:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam niestety pod ręką szarego, a że jestem w gorącej wodzie kąpana i nie chciałam czekać na zakupy, to użyłam tego, co miałam pod ręką. Zwykłe mydło w płynie o zapachu herbatki :)
      Ja jestem zakochana we frywolitce i ciągle mi brakuje pretekstu, żeby cos upleść :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Kibicem piłkarskim nie jestem, ale Tobie chętnie w tym odchudzaniu pokibicuję:) Poczytałam i obejrzałam zdjęcia, najbardziej urokliwe kwitnące jabłonie i kuchareczka doglądająca roślin:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kibicuj i trzymaj kciuki, bardzo mi się to przyda :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie i proszę o kontakt na mojego maila, bo Twojego nie mam i nie mogę się dostać na Twojego bloga.

      Usuń
    2. coś chyba narozrabiałam kiedyś w ustawieniach, hm... Już piszę na maila:)

      Usuń
  4. Kąpiel w mydle? U mnie mszyce pojawają się na mięcie, na razie stosuję czosnek (i obcinam trochę)...
    Śliczne zdjęcia (ten czosnek!), ale tez cieszy garść wiadomości. Niech Ci się udaje wszystko.
    I podziwiam frywolitki, podziwiam z całego serca!!! Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czosnek też kiedyś stosowałam i pomogło, ale teraz miałam dosłownie zmasowany atak z dnia na dzień i musiałam je po prostu zmyć :)
      Dziękuje Ci bardzo i ślę buziaki :D

      Usuń
  5. No wiesz, ja tylko Islandia! Islandia! Krzyczę :) ależ Twoje czosnki piękne i ta Kleopatra, musze sobie poszukać cebul, bo bardzo mi się podoba :) i Twoje prace ręczne i kwiaty i w ogóle :) Podziwiam, kisses

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kleopatrę widziałam pierwszy raz w życiu i stwierdziłam, że zasługuje na swoje miano :)
      Dziękuję i ślę buziaki :***

      Usuń
  6. Ciesze sie Twoja radoscia zycia,niezmiennym optymizmem. Zdjecia , jak zawsze piekne.U mnie mokra zima--wczesnie w tym roku sie zaczela i jeszcze cale 2 miesiace bedzie z nami.Sciskam i podziwiam Twoje rekodzielo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az trudno mi uwierzyć, że u Ciebie zima, kiedy siedzę na balkonie wśród kwiatów i fajczę nogi :))) Postaram się podsyłać letnie fotki dla poprawy nastroju :)
      Buziaki :***

      Usuń
    2. Zielono i kolorowo u nas jest takze zima.Kwiaty tez kwitna.,wcale im nie przeszkadza deszcz, wiatr i czasem tylko 8--10 stopni na termometrze.A skala mojego optymizmu tylko troszke opadla.Nie chce mi sie tylko z domu wychodzic.

      Usuń
    3. Taką zimę to ja uwielbiam :D Fajnie, że u nas ostatnio też nie jest zbyt mroźnie i śnieżnie zimową porą. Gdyby było inaczej pewnie bym uschła z tęsknoty za świeżym powietrzem :)

      Usuń
  7. Zaproszenia prześliczne, ale cholerka pracochłonne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano cholerka pracochłonne, ale jak ja to kocham :DDD

      Usuń
  8. Piękne Twoje kwiatowe lato i piękne frywolitkowe zaproszenia, ale najbardziej podoba mi się Twój zapał do wózkowych spacerów z uśmiechem na ustach. No i ta walka z oponkami, piękna sprawa :)

    Ściskam najserdeczniej,
    BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wózku jest mi bardzo mięciutko i wygodnie no i nogi nie bolą od chodzenia :))) Oponki powoli maleją i to mnie cieszy ogromnie.
      Buziaczki :***

      Usuń
  9. Polly, kibicuję, a jakże! :) Kibicuję Tobie całym sercem, a od teraz będę trzymała kciuki za wygraną z oponkami :) Właściwie to powinnam dołączyć - poćwiczyć, dietę wprowadzić..., tyle że leniwiec ze mnie. Ale spróbuję, to też się liczy ;)
    Frywolitki przepiękne. Już wcześniej widziałam Twoje prace - kartki wielkanocne - zachwycające.
    Pozdrowionka serdeczne*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta walka z oponkami nie jest aż taka trudna. Powolutku zmieniam przyzwyczajenia żywieniowe i bardzo mi się to podoba :)
      Dziękuję Ci ogromnie i pozdrawiam :***

      Usuń
  10. Dobrze, że żyjesz pełnią życia.
    Opony mam ogromne, ale słodyczy chyba nie rzucę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się robić tyle fajnych rzeczy na ile mam siłę :)
      Do słodyczy też mnie czasami ciągnie, aż muszę zamykać oczy, kiedy przechodzę obok szafki z czekoladami :)

      Usuń
  11. Chodakowska Chodakowską, ale odstawienie chleba, słodkiego i poranna owsianka robią cuda. Wiem coś o tym:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mnie utwierdziłeś w moich działaniach :)

      Usuń