Dolny Śląsk bocznymi dróżkami.

środa, 18 listopada 2015

MOPS Legnica i inne dolegliwości.

MOPS, jak sama nazwa wskazuje to instytucja prospołeczna. Przynajmniej taka powinna być. Stwierdzam jednak, że legnickiemu MOPS-owi daleko do ideału.

 Pisałam już kiedyś o tym, jak trudno jest się dostać osobie niepełnosprawnej do samego budynku, ponieważ uniemożliwia to kilkanaście schodów. Początkowo zniechęcona ich widokiem, ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam na murze strzałkę do windy dla niepełnosprawnych. Obeszłam budynek z drugiej strony i stanęłam przed szlabanem. Niestety nikt się nie pojawił, żeby mi go podnieść i umożliwić dostanie się do windy. Odeszłam zrezygnowana i postanowiłam sprawę załatwić telefonicznie.

Urzędniczka mi powiedziała, że przecież jest widna i trzeba tylko zadzwonić na portiera! No kurcze, wiele można powiedzieć o ułomnościach mojego ciała, ale na pewno nie to, że jestem ślepa! Po kilkunastu minutach konsultacji z różnymi osobami, urzędniczka przyznała, że dzwonek jest tylko, że za szlabanem i, że faktycznie nie jest to mądre (delikatnie mówiąc) rozwiązanie, ale obiecała, że zostanie to zmienione. Sprawę udało mi się wreszcie załatwić bez ponownego testowania dostępu do windy. Niestety przez niekompetencję pan urzędniczek, byłam narażona na mało przyjemną komisję. Byłaby ona zbędna, gdyby ktoś w MOPS-ie nie popełnił błędu.

Niedawno znowu próbowałam sforsować MOPS, tym razem uzbrojona w wózek i męża, bez pomocy którego to przedsięwzięcie byłoby porażką. Zaznajomiona już ze ścieżką dla niepełnosprawnych, podjechałam od razu pod szlaban. Nacisnęłam na guzik dzwonka z pewną obawą. Przytwierdzony do słupka taśmą klejącą nie wygląda ani na bezpieczny, ani na skuteczny. Ponieważ przez dłuższą chwilę nikt się nie pojawiał, poprosiłam o pomoc stojącą za szlabanem panią, która wyskoczyła na papieroska. Odpowiedziała, że ona nic nie może i, że musimy poczekać i czmychnęła do budynku. Ponieważ cierpliwość nam się skończyła, mąż poszedł szukać pana od windy. Ja tym czasem kwitnęłam na stromym podjeździe. Wreszcie zostaliśmy doprowadzeni do widny. Raczej do dźwigu towarowego na zewnątrz budynku, który pamięta czasy  kamienia łupanego. Najpierw musieliśmy przeliczyć ile razem ważymy, bo dopuszczalna masa ładowności to 200 kg. Najważniejsze, że po chwili pisków, skrzypień i telepania dostaliśmy się na parter. No i co z tego, kiedy na parterze nie można nic załatwić, bo wszystkie pokoje znajdują się na piętrze, a tam już nie ma windy?! Napotkana przez nas urzędniczka zaproponowała, że poprosi koleżankę z piętra, żeby ta do nas zeszła. Niestety wróciła po chwili z  miną winowajcy i stwierdziła, że nikt do nas nie ma ochoty zejść, a skoro mąż może chodzić to może się pofatygować sam. Wkurzony coraz bardziej poszedł przekonywać panią urzędniczkę, że to ja mam sprawę do załatwienia i mnóstwo pytań i wątpliwości. Żadna z pań nie miała ochoty mi pomóc, zajęta trzymaniem nosa w papierach. Chyba desperacja w głosie męża spowodowała, że wreszcie dostąpiłam łaski widzenia się z panią urzędniczką. Omawianie moich prywatnych spraw na środku korytarza nie było komfortowe, ani owocne. Nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytania i okazało się, że znam przepisy lepiej niż ona. Kiedy zobaczyła, że zaczynam ją zaginać w każdym temacie, wykręciła się koniecznością konsultacji z prawnikiem.

Moja kolejna wizyta w legnickim MOPS-ie bardzo mnie rozczarowała. Szybko i ogromnie zniesmaczeni opuściliśmy budynek. Ja windą, a mąż schodami, żeby nie obciążać dźwigu. Po kilku dniach pani urzędniczka, po konsultacji z prawnikiem, uznała, że świadczenie, o jakie chcę się ubiegać mi nie przysługuje. To nic, że przytoczyłam jej wyroki NSA i Trybunału Konstytucyjnego, który przyznaje świadczenie w takim przypadku jak mój. Najważniejsza okazuje się decyzja odmowna samego MOPS-u, który nie potrafi właściwie interpretować przepisów. Jedyne na co mogę się nastawić, to decyzja odmowna, a potem kilkumiesięczna walka w sądzie. Muszę się zastanowić, czy jest sens i czy mam wystarczająco dużo determinacji, zdrowia fizycznego i psychicznego.

Generalnie mogłabym przemilczeć to wydarzenie i jak zwykle nie narzekać. Mam jednak nadzieję, że przeczyta to ktoś odpowiedni i wyciągnie właściwe wnioski. Może się łudzę, ale mam dosyć siedzenia cicho i udawania, że jakoś sobie poradzę, że nie jest wcale aż tal źle. Zawsze jednak może być lepiej, a ja przecież nie muszę być narażona na dyskryminację! Zawsze urzędnik może być dla ludzi, a nie na odwrót!

Dlaczego mam wrażenie, że takie instytucje istnieją nie po to, żeby pomagać, ale po to, by jaśnie panie urzędniczki miały pracę?! Czy gdyby ją straciły i na przykład musiały korzystać z pomocy instytucji państwowych, dalej były pozbawione pokory i empatii?!  Dlaczego patrzą na człowieka, jak na natrętna muchę lub na nieuczciwego naciągacza?! Dlaczego rażą brakiem znajomości przepisów i wcale nie mają z tego tytułu wyrzutów sumienia?! Czasami bardzo by chciała, żeby takie zadufane w sobie urzędniczki musiały chociaż przez chwilę poruszać się na wózku! Może coś by zrozumiały, będąc skazane na łaskę zdrowej osoby.


Musze jednak przyznać, że na szczęście nie można wszystkich wrzucić do jednego worka. Urzędniczka, która chciała nam pomóc, bardzo nas przepraszała, że nie może dla nas zrobić zbyt wiele. Sama przyznała, że MOPS to chyba najbardziej zacofana i najmniej przyjazna dla ludzi instytucja. Pan ochroniarz od windy okazał się bardzo przemiłym człowiekiem. Przeprosił mnie za to, że musiałam czekać pod szlabanem, a potem ze współczuciem wypytywał o moją chorobę, po czym uraczył opowieściami na temat własnych dolegliwości. Mam wyjątkowe szczęście do ludzi, którzy na mój widok wykazują ogromną potrzebę wyżalenia się na swój los :)

Bardzo bym chciała napisać kiedyś coś na prawdę pozytywnego o MOPS-ie w Legnicy. Na razie niestety nie mogę.


34 komentarze:

  1. Polly, bardzo mi przykro, że tak to wygląda w Legnicy :(, i że jesteś narażona na nieprzyjemności. Bardzo wiele rzeczywiście zależy od dobrej woli ludzi, trochę ( winda pod sam dach) od pieniędzy.

    Niezależnie od wszystkiego każdy może być miły, bo to nic nie kosztuje :)

    Pamiętaj, że od każdej niekorzystnej dla siebie decyzji MOPS możesz odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. W odwołaniu najlepiej napisać jak najwięcej zarzutów i przedstawić swoje oczekiwania, warto dołączyć dokumenty na potwierdzenie. Jeśli SKO podtrzyma niesłuszną wg. Ciebie decyzję , masz prawo złożyć skargę na taką decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Decyzja, którą dostajesz w tzw. Pouczeniu musi zawierać informacje o trybie odwoławczym. Trzeba uważać na terminy do złożenia odwołania, skargi, gdyż jest on liczony od dnia doręczenia decyzji.

    Ściskam Cię serdecznie, i dobrych ludzi na drodze życzę !

    BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też cos czytałam o SKO i myślę, że jeżeli sytuacja mnie zmusi, to nie odpuszczę. Na razie poczekam co będzie się działo dalej z ustawa, bo może wreszcie ktoś zadba o właściwą wykładnie przepisów.
      Bardzo Ci dziękuję za poradę :D
      Buziaki :***

      Usuń
  2. Polly, bardzo mi przykro.
    Uważam, że powinnaś to opisać w liście skierowanym do dyrekcji Mops i instytucji nadrzędnej (Prezydent miasta?) Bo to przecież tak albo gorzej jeszcze wygląda w sytuacji innych osób...
    Wiem, ze nie zawsze chce sie robić zamieszanie, ale może warto?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o tym, ale po pierwsze faktycznie nie lubię robić zamieszania. Obawiam się jednak, że dyrekcja uznałaby, że nic aż takiego się nie stało. Mam nadzieję, że nie będzie kolejnego razu, ale jeżeli tak, to nie odpuszczę.

      Usuń
  3. Ja nie wiem, wiekszosc urzednikow w Polsce zdaje sie zapominac, te to oni sa dla ludzi, a nie odwrotnie i zachowuja sie, jakby udzielali audiencji. A ZUS uzdrawia w cudowny sposob.
    Zycze Ci sily i cierpliwosci w zmaganiach z urzedami. Dasz rade! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się ciągle łudzę nadzieją, że to się kiedyś zmieni, że będzie normalnie.
      :***

      Usuń
  4. ...smutno mi sie zrobilo :( Bardzo smutno :(
    I bardzo przykro, ze tak Cie potraktowano :(
    Tule mocno :***

    OdpowiedzUsuń
  5. Masakra. Urzędnicy niestety potrafią dopiec. Ale myślę, ze nie powinnaś się poddawać. Przytulam ciepło! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak mogę, ale czasami to bardzo frustrujące.
      pozdrawiam :***

      Usuń
  6. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że z takimi ludźmi trzeba postępować ostro i straszyć ich przełożonymi. Oburza mnie gdy jakaś niedouczona pani jest arogancka i opryskliwa. Mogłaby swoje braki przynajmniej zamaskować dobrą wolą i kulturą. Ludziom wydaje się, że są wieczni!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze to podsumowałaś :D Najgorsze jest to, że boimy się postawić, bo wiemy, że często to od humoru urzędnika wiele zależy, a niekoniecznie od samych przepisów.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Odwołuj się, nie daj za wygraną!

    OdpowiedzUsuń
  8. Polly, strasznie mi przykro. Czytałam raz, czytałam drugi... brak mi słów. Jednak, nie dziwię się, bo przez dwa lata pracowałam w Legnicy i doszłam do wniosku, że ludzie tam mają dziwne podejście do swojej pracy i obowiązków. Zresztą, mój brat, który kończył tam szkołę wojskową również ma takie spostrzeżenia. Nie mówię o ludziach z ulicy, bo od tych akurat doznałam sporo serdeczności. Ale w urzędach, czy na stacji PKP-szkoda gadać.
    Polly, pozostało mi życzyć Ci dużo siły i wytrwałości i wspierać Cię ciepłymi myślami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mam wrażenie, że Legnica to jakiś zaścianek. Zacofana i ślepa na zmiany, które postępują w tak ślimaczym tempie, że słów brak. Pozostaje tylko nie odpuszczać i walczyć o swoje.
      Bardzo Ci dziękuje za wsparcie i pozdrawiam :D

      Usuń
  9. An, zupełnie nie znam się na prawie; może tylko na tym wypływającym z mądrości, doświadczenia, przymiotów ducha, hm... ale w ten sposób nie pomogę wywalczyć dla Ciebie zbyt wiele;mam tylko nadzieję, że wkrótce powieje wiosną i znów się zazieleni w Twojej duszy:* pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiki, ja na szczęście szybko wypieram z głowy takie doświadczenia, staram się ich nie rozdrapywać, bo wtedy dusza jeszcze bardziej cierpi :)
      buziaczki i dziękuję Ci :***

      Usuń
  10. Kurewski kraj absurdów i wrogości!

    OdpowiedzUsuń
  11. Polly walcz! Nie pozwol wygrac glupocie , niedouczeniu i arogancji.Odwoluj sie do samego szczytu wladzy .Pokaz durnym biurwom , ze to Ty masz racje.Bo czekac na zmiane ustawy bedziesz do konca swiata pewnie.W tym kraju nic nie dziala normalnie.
    Sciskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście wiem, że mam rację i jeżeli zostanę zmuszona to zawalczę i wygram :DDD
      buziaki :***

      Usuń
  12. Walcz! Absolutnie się nie poddawaj. Sił przybędzie w czasie walki, zobaczysz!
    Ściskam Kochana :*****

    OdpowiedzUsuń
  13. Pocieszę Cię chociaż średnio. Z MOPSem zupełnie niedaleko Ciebie, szarpałam się w imieniu mojej Mamy przez 10 lat. Regularnie spotykaliśmy się w sądzie. Dopiero sąd stawał po naszej stronie. Szarpanina skończyła się dopiero, jak Mama umarła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że MOPS jest jak państwo w państwie.

      Usuń
  14. Ja nie mam słów i jednocześnie mam tyle że aż sie ze mnie wylewa.
    Straszne to, przeraża i poraża.
    Właśnie tak bym je interpretowała - ni potrafia więc czmychają jak ta co wyszła na papieroska.
    Co za absurdalność paranoiczna.
    Wiesz co? Odwoływać się to konieczność, bo to działanie najprostsze- spuścić po rynnie człowieka, i mieć spokój.
    Masakra!

    Mam nadzieję że się nie poddasz, i konsekwentnie dopniesz swoich praw ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano masakra nad masakrami, ale jak będę zmuszona to powalczę :D

      Usuń
  15. Odwołuj się... dopiero odwołania przynosza skutek... niestety tak to działa
    prawo tylko dla wytrwałych i walczących...
    niedobrze się robi :(
    :**********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka to już nasza głupia rzeczywistość, niestety.
      buziaki :***

      Usuń
  16. Z tego MOPS-u będziesz jeszcze pewnie nie raz korzystała. Dobrze było by ustawić wszystko jak najwygodniej dla petenta czyli w tym przypadku Ciebie. Jeśli im odpuścisz to znowu potraktują Ciebie jak intruza. Pewnie, trzeba trochę namieszać ale to może procentować na przyszłość.
    Też nie lubię zamieszania ale od czasu do czasu trzeba ustawić kogoś na właściwe mu miejsce. Bo urzędnicy mają być dla nas a nie my dla nich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tylko mnie nie zapamiętali zbyt "dobrze", bo mogą się zemścić następnym razem ;)

      Usuń