Dolny Śląsk bocznymi dróżkami.

środa, 15 marca 2017

Balkoning.

W związku z moimi ostatnimi wyczynami w dyscyplinie "padu" na różne części ciała i podłoża, postanowiłam zacząć działać. Chwilowo odpuściłam jakiekolwiek ćwiczenia. Nie wiem, czy to dobrze, ale w moim przypadku bardzo trudno znaleźć tzw. środek. Wiem, że nie mogę przestać ćwiczyć, a z drugiej strony trudno jest mi wyczuć moment, kiedy w tych ćwiczeniach przekraczam granicę. Zbyt duży wysiłek powoduje przemęczenie i oznacza nawet kilkudniowe unieruchomienie. Przy okazji, z czystej ciekawości, zrobiłam badania krwi. Raczej nie napawają optymizmem. Poziom witaminy D jest bliski zera. Tłumaczy to wiele niepokojących objawów, jakie mi towarzyszą od dłuższego czasu. Połykam zatem codziennie garść różnych witamin, a oprócz tego obowiązkowy "balkoning" przy słonecznej pogodzie. Wystawiam na słonko twarz i wszystko, co można tylko odsłonić, mimo, że temperatura nie zawsze sprzyja. W końcu trzeba się jakoś ratować, a szczególnie moje zęby, które ostatnio nieźle dają mi popalić. Kanałówka za kanałówką.
W weekend postanowiliśmy z mężem poszukać wiosny, trochę przewietrzyć głowy i nałapać fajnych widoków, smakując góry przynajmniej z daleka.



Pierwsze zdjęcia trochę niewyraźne, bo słonko było zbyt ostre, ale i tak widoki były cudowne.




Co prawda szukaliśmy pierwszych oznak wiosny w Karkonoszach, ale te ośnieżone i mocno nasłonecznione stoki zrobiły na nas ogromne wrażenie.

 

 W Szklarskiej Porębie zimy ani śladu, dlatego z ciekawości pojechaliśmy do Jakuszyc, gdzie śnieg leży najdłużej. Uciekliśmy stamtąd bardzo szybko, bo akurat trwał Bieg Piastów. Tłum ludzi, miliony zaparkowanych wszędzie samochodów, to nie było to, po co pojechaliśmy w góry.
Wolałam podziwiać ślady na śniegu...







jakże różne :)



W Szklarskiej mamy swoje ulubione miejsce, gdzie spokojnie można usiąść i podziwiać góry.
Fajnie, że można zrobić zdjęcie z dużym zbliżeniem, a potem wyobrażać sobie, że wspinaczka na szczyt jest bardzo łatwa.







Wycieczkę zakończyliśmy w Świeradowie, w najdłuższej w Polsce krytej hali spacerowej w Domu Zdrojowym.



 
 Niesamowite wrażenie robią te drewniane sklepienia i ściany.







Szkoda tylko, że stosy plastikowych krzesełek psują wrażenie i klimat.



Nie będę się jednak tego, aż tak bardzo czepiać, bo bardzo mi się spodobało to, że ktoś wreszcie pomyślał o wózkowiczach, budując tuż przy schodach windę, która pozwala wjechać na halę spacerową z części sanatoryjnej. Szkoda natomiast, że nie pomyślano o przystosowanych toaletach. Wózkowicz, który chce skorzystać z wc musi najpierw przejść kurs jogi. Żeby w niewielkiej kabinie zasiąść na muszli trzeba niemalże nad głową manewrować kończynami. Jakiś  bardzo pomysłowy wykonawca zapomniał kompletnie o ergonomii i usytuował ją zbyt blisko drzwi. Chociaż i tak dobrze, że mogłam je zamknąć, co nie zawsze jest możliwe.

Na pożegnanie Świeradowa i długiego dnia postanowiliśmy się jeszcze bardziej oderwać od ziemi.


Jeden z kilku w Polsce punkt antygrawitacyjny. Niby pod górkę, a jednak z górki :)




Mam nadzieje, że ten cudowny dzień na długo w nas pozostanie. Ostatnie wydarzenia mocno zmęczyły naszą psychikę, a przed nami kolejne wyzwania i stresy. Mam nadzieję, że tym razem bardziej motywujące i niosące dobre zmiany, bo takich ogromnie teraz potrzebujemy.

 

12 komentarzy:

  1. Zdjęcie 1 i 2 Śnieżka? Jasne, że Śnieżka 😊 Jedziemy chcę w Karkonosze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkałam i w Świeradowie i w Szklarskiej Porebie tylko w Jakuszycach nie mieszkałam ;) ale za to mieszkał tam mój mąż :) Piękne te nasze Karkonosze, widzę Szrenicę, Śnieżne Kotły i mi się tęskno zrobiło... A agawy w hali spacerowej ciagle są :) Serdeczności Polly i wszystkiego dobrego ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie podziwianie gór z daleka to najlepsza forma kontaktu z nimi!

    OdpowiedzUsuń
  4. W Swieradowie bylam z mama jako dziecko, ale te halezdrojowa pamietam bardzo dobrze, juz wtedy zrobila na mnie wielkie wrazenie.
    Poza tym, podobnie jak FrauBe wole podziwiac gory z daleka, wspinaczka zupelnie mnie nie jara, a powietrze rzadkie. Zdecydowanie wole szlajac sie po plaskim, najlepiej po plazy. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie piekne zdjęcia (no może poza tymi śladami).
    Dobrego i owocnego balkoningu zatem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjecia piekne,jak zwykle.Ladujcie akumulatory ,to sie zawsze przyda.Sciskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne te wszystkie pasma górskie, wierzchołki i sufity :) dobrze, że w tej toalecie miałaś męża, przynajmniej było cacy. Życzę Ci zatem dużo witaminy D.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie przeczytałam w magazynie "Uroda życia" : Siła gór - niewyczerpalne źródło energii, nić tak nie upaja, jak łyk górskiego powietrza. Zatem to był dobry pomysł :)
    Polly, jestem Ci wdzięczna za ... przywołanie wspomnień. W Świeradowie Zdroju byłam na zimowisku bodaj w 1977 roku i zupełnie zapomniałam o tym urokliwym miejscu.

    Przedsięwzięcie, jak już pisałam jest jak gorzka pigułka, ale za to potem ... :))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcia i krajobrazy.
    W takim miejscu człowiek od razu ładuje akumulatory:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piekna wycieczka i balkoning jak najbardziej wskazany. Slonce to nie tylko dobry nastroj ale i ogolna zdrowotnosc:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Co za piękne ujęcia! Nic, tylko patrzeć... ♥ Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do swojego kącika! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uprawiaj ten balkoning, łap promyki słońca i ładuj energię - wiosna przecież! A zdjęcia piękne. Góry mają swój niepowtarzalny klimat :)

    OdpowiedzUsuń